Rocznik 1983 Rocznik 1983
34
BLOG

Kilka uwag nt. wyborów w Rosji

Rocznik 1983 Rocznik 1983 Polityka Obserwuj notkę 3

Mamy niepowtarzalną okazję zobaczyć, jak na naszych oczach dzieje się historia. Mamy też możliwość obserwować, jak w dzisiejszej Rosji władza likwiduje resztki demokracji, pozostawiając jedynie jej makiety, sztuczne jak słynne "wsie potiomkinowskie".

Osiem lat temu w Rosji miała miejsce cicha rewolucja. Władza z rąk coraz gorzej dysponowanego prezydenta Jelcyna przeszła w ręce młodego i energicznego b. funkcjonariusza KGB Władimira Putina. Prawdziwie rewolucyjne było jednak dla Rosji zerwanie z czasami "drugiej smuty" - nieudolnych rządów Borysa Jelcyna. Zmarły w tym roku były prezydent Rosji rozpoczynał swą wielką polityczną karierę w czasach pierestrojki, pod koniec lat 80. występując z reformatorskich pozycji przeciwko Michaiłowi Gorbaczowowi. W sierpniu 1991 r., broniąc rodzącej się demokracji przed groteskowym puczem Janajewa, Borys Jelcyn urósł do rangi męża stanu, któremu zaufała znacząca większość Rosjan. Nie minęło kilka lat, a prezydent z najbardziej uwielbianego stał się najbardziej nielubianym (czy wręcz znienawidzonym) rosyjskim politykiem, którego obarczano za wszystkie nieszczęścia, które spotkały kraj. Ogromna masa ludzi płaciła koszty transformacji gospodarczej obarczając winą za swą biedę wpierw liberalnych ekonomistów wprowadzających reformy (jak Jegor Gajdar czy Anatolij Czubajs) a później podejrzanych oligarchów, którzy uwłaszczając się na państwowym majątku w szybkim czasie doszli do kolosalnych fortun. Za czasów Jelcyna Rosja wplątała się w ciągnącą się praktycznie do dnia dzisiejszego wojnę w Czeczenii, która była nie tylko ludobójstwem owego kaukaskiego narodu, ale była także ogromną tragedią dla narodu rosyjskiego, który stracił kilka tysięcy w ogromnej większości Bogu ducha winnych młodych ludzi, posłanych na bezsensowną wojnę.

W tych warunkach Rosja nie była w stanie wygrać demokracji. Wbrew tak często podnoszonym uwarunkowaniom historycznym, społecznym i politycznym, odmawiającym rzekomo Rosji możliwości stania się państwem wolnym od wszelkiego autorytaryzmu, walkę o demokrację w tym kraju podjęła jeszcze w latach 80. garstka naiwnych - z dzisiejszego punktu widzenia - idealistów: działaczy społecznych, dziennikarzy. Tę walkę w skrajnie niesprzyjających okolicznościach kontynuowali przez cały okres rządów Jelcyna, a potem także Putina. Czynili to ludzie Stowarzyszenia "Memoriał" badający najciemniejsze strony sowieckiej historii, także i te zroszone krwią mordowanych Polaków. Czynili to niezależni dziennikarze śledzący niejawne interesy i powiązania polityków ze zorganizowaną przestępczością oraz zbrodnie popełniane w Czeczenii. Symboliczną postacią jest dla tej grupy Anna Politkowska, dziennikarka zamordowana przed rokiem w niewyjaśnionych okolicznościach przez "nieznanych" sprawców. Ale ofiar było znacznie więcej, "odwrócony" oficer FSB Aleksandr Litwinienko, którego "karząca" ręka jego byłej firmy dosięgła aż w Londynie. Wcześniej Paul Klebnikov, redaktor naczelny rosyjskiej edycji "Forbesa", także zamordowany, oraz wielu, wielu innych.

Tymczasem na przełomie 1999 i 2000 r. doszło w Rosji do wspomnianej rewolucji. Do władzy, wraz z nowym prezydentem, doszli nowi ludzie, wcześniej stojący raczej w cieniu "rodziny" Jelcyna. W większości podobnie jak Putin młodzi i energiczni, zdecydowani i - co najważniejsze - bezwzględni. "Siłowicy" - jak w Rosji nazywa się funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa i armii - przywrócili służbom represji ich dawną moc, utraconą wraz z rozpadem ZSRR. Na ich czele stanął Siergiej Iwanow, były oficer KGB, a za rządów Putina minister obrony i wicepremier. Z czasem to on stał się twarzą rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, twarzą i symbolem nowej, agresywnej strategii militarnej. Obok nich pojawili się też intelektualiści, twórcy nowych propaństwowych i neoimperialnych ideologii - jak prawa ręka Putina ds. ideologicznych czyli Władisław Surkow (nb. z pochodzenia Czeczen), człowiek, którego uważa się za pomysłodawcę większości wielkich projektów realizowanych na rosyjskiej scenie politycznej w ostatnich latach, jak choćby "nowa, wspaniała" partia władzy - Jedna Rosja. Ale Surkow także inspirował powstanie marionetkowych partyjek, które miały odbierać głosy nieprzewidywalnym komunistom, jak narodowo-patriotyczna Rodina, czy też politycznie zaangażowanych ruchów młodzieżowych, deklarujących - a jakże - pełne zaufanie dla prezydenta Putina.

Jelcyn niemal przez całą swą kadencję otoczony był przez polityków i oligarchów wykorzystujących prezydenta, tak długo, jak był im potrzebny, a tak naprawdę czekających tylko na jego najmniejsze potknięcie w celu przejęcia władzy. Putin w ciągu kilku lat zneutralizował wszystkich potencjalnych wrogów, jednych eliminując z życia politycznego, marginalizując czy, jak choćby w przypadku Żyrinowskiego, obłaskawiając wysokimi publicznymi stanowiskami i ustawiając w roli "malowanej" opozycji. Marginalizacji uległa i tak neurasteniczna i niejednoznacznie postrzegana liberalno-demokratyczna opozycja. Z jednej strony wiele działań niektórych polityków związanych z takimi ugrupowaniami jak Sojusz Sił Prawicowych mogło świadczyć, że w istocie realizują oni tajny plan Kremla. Z drugiej strony Kreml udanie niszczył publiczny wizerunek opozycji zarzucając jej silne związki z zachodnim kapitałem i zachodnią agenturą. Dla polityków niezależnych, chcących iść pod prąd nie tylko oficjalnej polityki, ale także wbrew niezdecydowaniu ugrupowań opozycyjnych, takich jak Irina Hakamada, w rosyjskiej polityce miejsca nie było.

Demokracja stała się fasadą. Parlament, niegdyś, w czasach Jelcyna, stanowiący realne zagrożenie dla władzy prezydenta, został za rządów Putina opanowany i spacyfikowany. Przysłużyła się temu nowa partia władzy, Jedna Rosja. Eksperyment z partią władzy był w Rosji przeprowadzany wielokrotnie, ale dopiero Jedna Rosja okazała się doświadczeniem w pełni udanym. Nie okazała się słabą efemerydą jak Wybór Rosji Gajdara czy Nasz Dom Rosja Czernomyrdina. Siłą Jednej Rosji stał się jej nierozerwalny związek z niezwykle popularnym prezydentem. Partia okazywała mu i wciąż okazuje bezgraniczne zaufanie, a prezydent, gdy trzeba głośno tę partię popiera. Tak było w wyborach parlamentarnych w 2003 r., gdy Jedna Rosja uczyniła swym hasłem wyborczym słowa "razem z prezydentem". Jedna Rosja to chyba pierwsza od czasów KPZR partia, która na dłużej zagościła w świadomości zwykłych Rosjan. Jej siłą, poza wsparciem Putina, było zaangażowanie aparatu państwowego oraz zręczne manipulowanie programem dla potrzeb uzyskania społecznego poparcia.

Dziś Jedna Rosja cieszy się poparciem ponad 60 % wyborców. A wynik wyborczy może być jeszcze wyższy, tym bardziej że z pierwszego miejsca na liście tego ugrupowania startuje do Dumy sam prezydent Putin. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z przyjętymi na Zachodzie standardami. Ale w Rosji prezydent może pozwolić sobie na znacznie więcej, niż głowy innych państw europejskich. A te wybory parlamentarne to tylko preludium dla operacji, która ma zapewnić Putinowi polityczne wpływy mimo zakończenia drugiej kadencji prezydenckiej. Putin nie odkrywa kart, metody działania ujawnia powoli, etapami. Wybory do Dumy to jeden z wielu etapów. Kolejny poznamy po wyborach, gdy dowiemy się czy Putin obejmie mandat deputowanego i zrezygnuje z prezydentury. A potem być może dowiemy się, czy były prezydent obejmie fotel szefa rządu.

Karty jeszcze nie rozdane. A jest jeszcze o co grać. Wiele spraw zostało niepozamykanych. Wkrótce niepodległość może ogłosić Kosowo. Od kilku lat słychać o tzw. wariancie kosowskim. Kreml, od dawna przeciwny niepodległości Kosowa, chce zagrać kosowską kartą przeciwko państwom zachodnim, ale przede wszystkim przeciwko "bliskiej zagranicy". Jeśli niepodległość uzyska Kosowo, władzom rosyjskim łatwiej będzie wspierać separatystyczne dążenia Naddniestrza, Abchazji czy Osetii Południowej, które tym samym umocnią rosyjską obecność i wpływy w regionie proradzieckim, a w przypadku Abchazji i Osetii będą silnym straszakiem względem niesubordynowanej Gruzji.

Historia dzieje się na naszych oczach. Już w najbliższą niedzielę.

Interesuję się kulturą, a czasami nawet sztuką, której nie rozumiem. Ze spektaklu na podstawie Witkacego wyszedłem w połowie. Lubię obrazki Sasnala, bo ładne. Interesuję się też Wschodem, bliższym, niż dalszym. Ale byłem tam tylko przez chwilę. Od podstawówki uczę się rosyjskiego. Jak na razie umiem tyle, że potrafię kupić bułkę w sklepie spożywczym. Lubię dobrą literaturę, ale czytam wolno. Kiedyś zmęczyłem w całości "Granicę" Nałkowskiej, ale od razu zapomniałem, o czym to było. Kocham kino. Widziałem parę filmów. Miewam również poglądy polityczne. I tyle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka