Obywatel Putin
Ostatnie "przestawianki" na rosyjskiej scenie politycznej wzbudzają dysonans poznawczy u ludzi zapatrzonych w zachodnie systemy władzy. Na Zachodzie rozwiązania konstytucyjne przekładają się na realną strukturę władzy. Skoro z prawa i obyczaju wynika, że w jakimś kraju faktyczną władzę ma premier, a prezydent służy tylko do przecinania wstęg i wręczania orderów, zaś w innym kraju pełnię władzy dzierży prezydent, a premier jest tylko jego sekretarzem, to tak jest w istocie, i to nikogo nie dziwi.
A w Rosji? Chyba nawet nie musieliśmy się specjalnie przyzwyczajać do tego, że w Rosji "panem i władcą" stał się prezydent. Łatwo mogliśmy to sobie wytłumaczyć, że "oni tak już mają", "u nich już tak jest". Tym bardziej, że szerokie uprawnienia prezydenta wypływały wprost z rosyjskiej konstytucji i z rosyjskiej tradycji politycznej. I pewnie dlatego dziś może trochę dziwić roszada na szczytach rosyjskiej władzy. Jak to - prezydent Rosji i tylko na pokaz? Jak to - premier a rządzi? Prawdopodobnie w najbliższym czasie będziemy się musieli do takiego układu przyzwyczaić.
Warto przypomnieć przy tej okazji kilka przykładów z historii unaoczniających, jak można "rządzić" z ominięciem rozwiązań konstytucyjnych i oficjalnych funkcji publicznych. Nie ma co przywoływać zamierzchłych czasów kardynała Richelieu, który zresztą znany jest chyba bardziej jako postać literacka, ewentualnie bohater filmowy (swoją drogą świetny Charlton Heston w "Trzech muszkieterach" Lestera). Zgodzimy się chyba, że Rosja nie jest państwem demokratycznych w zachodnioeuropejskim rozumieniu tego słowa. Postawmy ją zatem obok innych państw z dziejów najnowszych również uznawanych za nie w pełni demokratyczne. Ani Mussolini we Włoszech, ani Salazar w Portugalii nie byli prezydentami czy głowami państw. A mimo to, to oni mieli pełnię władzy. W przedwojennej Polsce Józef Piłsudski kilkakrotnie umknął przed politykami chcącymi osadzić go na fotelu prezydenta. A mimo to, od 1926 r. był rzeczywistym przywódcą państwa polskiego, rezerwując sobie jedynie funkcję szefa resortu spraw wojskowych i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Broń Boże nie stawiam znaku równości między wymienionymi politykami oraz Putinem. Chodzi tylko o pewien przykład.
Ale sięgnijmy po przykłady trochę mniej archaiczne. Czy już zapomnieliśmy jak to było w poczciwych demoludach? Kto miał większą władzę w PRL-u? Władysław Gomułka czy Edward Ochab? Edward Gierek czy Henryk Jabłoński? I Ochab, i Jabłoński stali na czele Rady Państwa, kolegialnej "głowy państwa". A mimo to, zakres ich faktycznej władzy był mocno ograniczony. Podobnie było w pozostałych krajach Układu Warszawskiego. Istniał organ w rodzaju Rady Państwa, a faktyczną władzę sprawował szef partii. Niekiedy, dla zachowania pozorów, niektórzy przywódcy partyjni obejmowali funkcję formalnej głowy państwa, jak Honecker, Ceausescu czy Jaruzelski.
Jeśli Władimir Putin ma i zachowa pełnię władzy w Rosji, to może w najbliższych latach być premierem albo honorowym przewodniczącym lub sekretarzem generalnym Jednej Rosji. Władze Petersburga mogą wybrać Putina jako swojego przedstawiciela w Radzie Federacji, a Putin może potem zostać przewodniczącym tej izby. Może? Może. Może też zostać profesorem Uniwersytetu Petersburskiego. I też będzie przywódcą.
Jeśli uda mu się zachować wpływy.
Jak zerwać się z łańcucha?
Czy Miedwiediew może urwać się z łańcucha? Co więcej - czy może zagryźć albo chociaż pogonić swojego pana? To pytanie przewinęło się w komentarzach i wywiadach przy okazji namaszczenia Miedwiediewa. Specjaliści w większości nie wykluczyli takiej możliwości, ale uznali ją za wielce nieprawdopodobną.
Skąd takie pytanie? Porównuje się namaszczenie Miedwiediewa z namaszczeniem Putina przez Jelcyna 8 lat temu. Putinowi szybko udało się zneutralizować i zmarginalizować własnych mocodawców, a potem przejąć pełnię władzy. Jeden z jego głównych promotorów - Borys Bierezowski znalazł się na cenzurowanym i musiał salwować się ucieczką do Wielkiej Brytanii.
Specjaliści zwrócili jednak uwagę, że Putin w 1999 i 2000 r. startował do władzy z zupełnie innej pozycji niż Miedwiediew. Pod koniec 1999 r. Jelcyn cieszył się poparciem garstki Rosjan, Putin natomiast został przez kremlowską administrację wyciągnięty jak królik z kapelusza. Jeszcze dwa lata wcześniej był szerzej nieznanym urzędnikiem tejże administracji. Jego promotorzy podsunęli go Jelcynowi polecając go jako niezwykle lojalnego i skutecznego. Miał zabezpieczać wpływy kremlowskich koterii na okoliczność zmiany władzy. Putin szybko jednak uwolnił się od tych wpływów i sam zaczął rozdawać karty. Pociągnął za sobą ludzi, do których miał zaufanie. Zasiedziałych kremlowskich urzędników zastąpił znajomymi z Petersburga i z KGB. W centrum władzy pojawili się Iwanow, Miedwiediew, Serdiukow, Zubkow i inni. Wielkim atutem Putina pozostaje od dawna zaplecze w służbach specjalnych. Prezydent wciąż może liczyć na dawnych towarzyszy służby.
Jak na tym tle wypada Miedwiediew? Pod względem popularności nie ma co konkurować z Putinem, śrubującym rekordy w sondażach. Do tej pory świecił jedynie światłem odbitym. Z dnia na dzień zyskał na popularności bo tak zechciał wódz. Nie ma zaplecza w służbach specjalnych. Ale jego z kolei atutem może być Gazprom, najpotężniejszy rosyjski koncern i dysponent wielich zasobów gazu, tym samym dyktujący warunki odbiorcom.
Czy zatem Miedwiediew ma szasnę na usamodzielnienie się i usunięcie Putina? To przecież na Miedwiediewa spadną splendory, to on będzie jeździł do Waszyngtonu, Londynu, Paryża i Berlina, to on będzie podejmował zagranicznych gości w kapiących od złota salach Kremla. To on będzie dysponował legendarnym "guzikiem atomowym". Aż trudno uwierzyć, że tak łatwo będzie mu się zrzec tych przywilejów na rzecz Putina. Kto raz poczuje smak władzy, bardzo chce go zachować tylko dla siebie.
Możliwości emancypacji Putina nie wyklucza niemiecki dziennikarz Boris Reitschuster, autor biografii prezydenta Rosji i analityk rosyjskiej sceny politycznej w wywiadzie dla "Dziennika" z minionego weekendu. Zwraca on uwagę, że Putin namaszczeniem Miedwiediewa, a nie jego konkurenta Siergieja Iwanowa (b. szef MON) mógł zawieść oczekiwania służb specjalnych, a tym samym może utracić ich poparcie. Zdaniem Reitschustera na Kremlu może teraz dojść do gry frakcji, zwłaszcza służby specjalne będą walczyć o swoje. I to właśnie służby, a nie Miedwiediew mogą - zdaniem dziennikarza - zmarginalizować Putina, z zemsty i chęci bycia blisko nowego władcy.
Casus Beria
Rosja/ZSRR miała już w swojej historii przypadek, że wszechwładny dysponent aparatu represji szybko utracił władzę. W czerwcu 1953 r., w kilka miesięcy po śmierci Stalina, Beria, faktycznie kierujący aparatem bezpieczeństwa, wówczas najpotężniejszy człowiek w ZSRR został przez spiskujących przeciwko niemu konkurentów politycznych pod wodzą Chruszczowa usunięty w dość tajemniczych okolicznościach. W grudniu tego samego roku dokonano na nim egzekucji.
Putinowi taki los napewno nie grozi. Dziś rywalizacja o władzę na Kremlu przyjęła bardziej subtelne formy. Ale los Berii powinien być dla Putina znaczącą przestrogą.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)