Rocznik 1983 Rocznik 1983
56
BLOG

Zmarł Jerzy Kawalerowicz...

Rocznik 1983 Rocznik 1983 Polityka Obserwuj notkę 1

Wczoraj wieczorem nie miałem słów by cokolwiek napisać, bez popadania w emocje.

Nad śmiercią tak wybitnego artysty polskiego kina nie można przejść obojętnie. Tym bardziej, że był on - obok Wajdy czy Munka, a także scenarzysty Jerzego Stefana Stawińskiego - jedną z głównych postaci polskiej szkoły filmowej. W ostatnim czasie, na okoliczność kolejnych okrągłych rocznic, przypominano największe osiągnięcia polskiej szkoły filmowej, jak choćby "Kanał" Wajdy czy "Eroicę" Munka.

A Kawalerowicz? Cóż mówić w takim dniu. Łatwo było, jest i będzie przypinać temu wielkiemu reżyserowi rozmaite łatki. Nie od dziś mówi się o jego politycznym zaangażowaniu w okresie PRL. Kawalerowicz był m. in. posłem, w latach 70-tych stał na czele Stowarzyszenia Filmowców Polskich. O niektórych jego filmach mówi się, że były na rękę władzom PRL, przypomina się jego zaangażowanie w socrealizm i propagandę (m. in. film "Cień" z 1956 r. opowiadający o walkach z jak to się wtedy mówiło "reakcyjnym podziemiem").

Ale czy "Matka Joanna od Aniołów", w swoim czasie skrytykowana przez przedstawicieli Episkopatu, była wyłącznie narzędziem walki władz z Kościołem Katolickim? Być może i ten film mógł posłużyć ekipie Gomułki do walki z Kościołem, ale dziś "Matka Joanna od Aniołów" jest jednak przede wszystkim wielką uniwersalną historią o walce dobra ze złem, i o tym jak dobro i zło przenikają się wzajemnie w życiu człowieka. Ten wybitny film pamięta się nie ze względu na kontekst polityczny tamtych (lata 60.) czasów, ale przede wszystkim dlatego że jest niezwykłą opowieścią o miłości, cierpieniu, zbawieniu. Pamięta się go także przez wzgląd na świetnych aktorów: Mieczysława Voita, Lucynę Winnicką, Zygmunta Zintla, Annę Ciepielewską. A czy późniejszego o kilka lat "Faraona" można dziś uważać za obraz wymierzony w Kardynała Wyszyńskiego? Chyba nie. Bo to w głównej mierze również uniwersalny traktat o władzy, o manipulacji, o ambicji. A zarazem jeden z przykładów, że polscy filmowcy byli kiedyś w stanie również tworzyć superprodukcje.

Kawalerowicz to także twórca innego świetnego filmu politycznego, który również przetrwał próbę czasu, mimo że i jemu można przypinać rozmaite łatki. "Śmierć prezydenta" z wybitnymi kreacjami Zdzisława Mrożewskiego i Marka Walczewskiego. Film ten przedstawiał bolesne narodziny II Rzeczypospolitej, prezentował obraz, który dziś nie wszystkim się podoba, a zwłaszcza tym, którzy chcieliby idealizować naszą własną historię, bez spoglądania na jej ciemne karty.

Wreszcie stylowa "Austeria", adaptacja powieści Juliana Stryjkowskiego, ze znakomitą rolą Franciszka Pieczki. Film o tym jak naprawdę zaczynał się wiek XX, o tym jak przez zapomniany zakątek Europy Środkowej, gdzieś w Galicji, przetaczał się walec Historii. Film o krainie, która odeszła bezpowrotnie, a której ślady zostały jedynie w literaturze i w kinie. O krainie, gdzie mieszały się narody, Żydzi, Polacy, Ukraińcy, Węgrzy, Niemcy. "Austeria" to film o końcu świata. Film o końcu świata "miasteczek żydowskich", o których pisał Słonimski. "Austeria" dzieje się w czasie I wojny światowej, a jednak ostatnia scena, w której od kul giną kąpiący się Chasydzi, to alegoryczna zapowiedź Holocaustu. Ale przecież, patrząc na burzliwe dzieje Europy Środkowej, można ją też traktować jako zapowiedź Wołynia czy Srebrenicy.

A jest jeszcze "Pociąg", który niestety zatarł się już w mojej pamięci, czy "Maddalena", do której muzykę napisał Ennio Morricone. Jest też "Quo Vadis", zapewne słusznie uważane za porażkę reżysera, choć właśnie realizacja tego filmu była przez wiele lat jego długo niespełnionym marzeniem.

Odszedł wielki artysta, wielka indywidualność, a wraz z nim odchodzi powoli cała epoka w historii polskiego kina. Wiele lat temu zginął tragicznie Andrzej Munk, niedawno odszedł Wojciech Jerzy Has. Odchodzą aktorzy, którzy byli twarzami tamtej epoki. Ostatnio choćby Leon Niemczyk, który grał właśnie u Kawalerowicza w "Pociągu".

Tym większym skarbem stają się jednak filmy, które po nich pozostały.

Interesuję się kulturą, a czasami nawet sztuką, której nie rozumiem. Ze spektaklu na podstawie Witkacego wyszedłem w połowie. Lubię obrazki Sasnala, bo ładne. Interesuję się też Wschodem, bliższym, niż dalszym. Ale byłem tam tylko przez chwilę. Od podstawówki uczę się rosyjskiego. Jak na razie umiem tyle, że potrafię kupić bułkę w sklepie spożywczym. Lubię dobrą literaturę, ale czytam wolno. Kiedyś zmęczyłem w całości "Granicę" Nałkowskiej, ale od razu zapomniałem, o czym to było. Kocham kino. Widziałem parę filmów. Miewam również poglądy polityczne. I tyle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka