Ogłoszono "shortlist" kandydatów do tegorocznego Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Na razie jest to 8 filmów, z których ma zostać wyłoniona finałowa piątka. Między nimi znalazł się i nasz "Katyń" w reżyserii Andrzeja Wajdy, na który od kilku miesięcy równie usilnie co nieudolnie się wybieram. A ponieważ filmu Wajdy nie widziałem, więc nie będę się wypowiadał.
Tym co jednak budzi moje najszczersze i niepohamowane zdumienie jest fakt, że wśród owych 8 filmów znalazł się jeden koszmarny gniot. Włoska "Nieznajoma" w reżyserii Giuseppe Tornatore to jedno z moich największych filmowych rozczarowań ostatnich lat. To, co na początku filmu zapowiadało się na trzymający w napięciu thriller okazało się pretensjonalną, kiczowatą historyjką z niby-to społecznym zacięciem, którą ratowali jedynie odtwórcy najważniejszych ról (szczególnie Ksenia Rappoport w głównej roli Ukrainki Ireny oraz rewelacyjny Michele Placido - ex-komisarz Catani i ex-ojciec Pio tym razem w roli odrażającego perwersyjnego alfonsa).
Hollywoodzcy "akademicy" woleli włoską "Nieznajomą" m. in. od świetnego rumuńskiego "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni". Miałem okazję widzieć dzieło Christiana Mungiu i choć z sali kinowej wyszedłem z mieszanymi uczuciami, to z czasem ten film zaczął w mojej ocenie nabierać wartości. Ciekawy głos w dyskusji na poważne tematy (aborcja, życie w totalitarnym państwie).
Ale okazuje się, że w drodze do Oscara tak interesujący obraz może zostać zdystansowany przez marnie napisaną i marnie zrealizowaną marną opowiastkę, szeleszczącą pulpową literaturą.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)