Powoli kończą się święta. Czas wrócić do zwykłej codzienności.
Przez te kilka dni udało mi się zapomnieć o tzw. "wielkim świecie".
Udało mi się też zapomnieć o niesławnych wypowiedziach jeszcze bardziej niesławnego pana Piotra Nurowskiego, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nurowski wpierw zagroził, że sportowców polskich, którzy w trakcie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie będą "manifestować swoje poglądy polityczne" spotkają kary. Później jeszcze dodatkowo uzasadniał swoją decyzję posługując się żenującym sloganem o "niemieszaniu sportu z polityką".
Jeśli ktoś jeszcze nie wie skąd się wziął Piotr Nurowski, temu odpowiadam: Piotr Nurowski "wziął się" z dawno minionego systemu. Aparatczyk i karierowicz z przeszłością w ZMS, PZPR i PRL-owskiej dyplomacji (m. in. na placówce w Moskwie). Do wielkiej kariery w strukturach partyjnych wystartował pod koniec lat 60. Niedawna rocznica wydarzeń Marca '68 przypomniała nam, jak w tamtych czasach robiono kariery. A dziś były funkcjonariusz PRL-u oręduje za rozdziałem polityki i sportu. Żenujące.
Podobno nie powinno się grzebać ludziom w życiorysach. A dla mnie (żaden pan) Nurowski jest żywym dowodem na to, że Polsce przydałaby się jednak dekomunizacja.
W tej notce nie padło jeszcze jedno słowo, o którym nie możemy zapomnieć - TYBET.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)