Roman Graczyk Roman Graczyk
1437
BLOG

Święto służy do świętowania

Roman Graczyk Roman Graczyk Polityka Obserwuj notkę 14

 W normalnej polityce czas świąt narodowych jest momentem zawieszenia sporów. W Polsce jest z tym inaczej. Niekiedy mam wrażenie, że pod tym względem normalniej było przed 1989 r.

Nie ma w tym żadnej apologii starego reżimu – chodzi po prostu o to, że ówczesna opozycja zawieszała wszelkie spory, gdy nadchodził dzień 11 Listopada, teraz natomiast wraz ze zbliżaniem się tego dnia mam wrażenie powracania polskich potępieńczych swarów.

U nas w Krakowie 11 listopada już pod koniec lat 70-tych, a tym bardziej po Sierpniu, wielu (a potem bardzo wielu) ludzi identyfikujących się z opozycją antykomunistyczną szło do katedry, by przy grobie marszałka Piłsudskiego pokłonić się cieniom przodków. To był gest symboliczny jedynie, ale przecież  bardzo ważny. Spotykali się tam ludzie, którzy na co dzień bardzo się różnili, a czasem wręcz niezbyt się wzajemnie cenili. A przecież w tym geście byli jakoś współ-obecni. Wtedy myślałem: Polska jest wspólna i właśnie to nielegalne, organizowane wbrew komunistom święto nam to uwidacznia. No ale wtedy można było za tę deklarację przyznawania się do partiotyzmu dostać milicyjną pałką po plecach. Czyli: to coś kosztowało.

Dzisiaj nic nie kosztuje licytowanie się na patriotyzm. Może dlatego na ulice polskich miast tego dnia tak łatwo wychodzą także zwykli oportuniści, a od pewnego czasu coraz śmielej – także polskie upiory.

Wiele wskazuje że tegoroczny 11 Listopada upłynie pod znakiem zadym organizowanych przez narodowców i anty-zadym organizowanych przez anarchistów i ich przyjaciół. Nie poruszają mnie marsze wygolonych osiłków z pochodniami. Ale nie jest mi też po drodze z ludźmi, dla których Państwo Polskie nie stanowi  żadnej wartości, lecz jedynie rzeczywistość, od której można wydrzeć jakieś uprawnienia. Nie jest mi też po drodze z ich sojusznikami: feministkami, feministami, programowymi gejami i programowymi lesbijkami. Spór wygolonych troglodytów ze zniewieściałymi przebierańcami w ogóle mało mnie pociąga. A już tym bardziej w dzień święta narodowego.

Bo święto narodowe nie jest odpowiednim miejscem do zgłaszania rewindykacji, ani do prowadzenia sporów politycznych. Święto jest po to, żeby poczuć dumę z tego, że jesteśmy Polakami, wspólnotą obywateli RP – mimo wszystkich naszych słabości, porażek i niekonsekwencji. Na codzień wściekamy się, że tak mało nam się udaje – i to jest normalne. Ale w dzień świąteczny probujemy zobaczyć to, co się nam jednak udało.

Udało się wyjść z komunizmu, ustroju kłamstwa, przemocy i permanentnego niedoboru. W tym dziele zasługi takich ludzi jak Adam Michnik są niepodważalne. Order Orła Białego należy mu się jak chłopu ziemia.

Jego rola po 1989 r. nie ma tu nic do rzeczy. To trochę jak z Wałęsą, tyle, że w innym porządku chronologicznym. Są tacy, którzy uważają, że postawa Wałęsy na początku lat 70 unieważnia jego późniejsze zasługi. I są tacy, którzy twierdzą, że – przeciwnie – te zasługi unieważniają sprawę „Bolka”. Ani jedni, ani drudzy nie mają racji.

Adam Michnik nie jest wyjęty spod wszelkiej krytyki z powodu jego roli przed 1989 r. Ale nie jest też tak, że jego rola po 1989 r. odbiera mu wcześniejsze zasługi.

Gdybyśmy się w Polsce umieli porozumieć co do kilku takich prostych kwestii, o ileż przyjemniej by się żyło w tym kraju. Nie oznaczałoby to przecież braku sporów, tylko zgodę co do cywilizowanego sposobu ich rozwiązywania. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka