Pisałem tu już o wynikach testów medycznych, którym została poddana Nafissatou Diallo 14 maja, kilka godzin po domniemanej próbie gwałtu. Wtedy – na początku lipca - były to tylko informacje z przecieków, ogólnikowe i niekompletne. Ale wychodziło – już wtedy – na to samo, na co wychodzi dziś, kiedy tygodnik „l’Express” podał na swojej stronie internetowej streszczenie tego dokumentu.
Dokument ze szpitala St Luke’s Roosvelt z Manhattanu jest bezceremonialny, tak jak każdy tego typu dokument. Mówi wprost to, co zazwyczaj się jakoś tam kamufluje, czy chociażby łagodzi zgodnie z przyjętą konwencją. A tu: kawa na ławę. Nie będę go omawiał, każdy może zajrzeć na stronę „l’Express” (http://www.lexpress.fr/actualite/societe/rapport-medical-de-nafissatou-diallo-cause-des-blessures-viol_1021095.html). W każdym razie zawiera on oprócz oględzin czysto lekarskich także opis wydarzeń, które miały spowodować opłakany stan pacjentki, kiedy zjawiła się w szpitalu. Opis jest – jak się Polsce zwykło mawiać – porażający. A konkluzja części medycznej jednoznaczna, bo brzmi, ni mniej ni więcej, tylko: „Diagnoza: agresja. Przyczyna zranień: agresja. Gwałt.”
Dwa wnioski, jakie się nasuwają na gorąco.
Po pierwsze, perspektywa umorzenia śledztwa wydaje się teraz mniej prawdopodobna.
Po drugie, zastanawiająca jest reakcja adwokatów DSK, którzy gwałtownie skrytykowali raport. To dziwne, bo był on sporządzony przez lekarzy wyspecjalizowanych w badaniu ofiar przestępstw seksualnych. Dziwne także dlatego, że do tej pory William W. Taylor i Benjamin Brafman zachowywali olimpijski spokój. Ten spokój kontrasował nawet z nieco nerwowym stylem pracy adwokata Nafissatou Diallo, Kennetha Thompsona. Tym razem jest odwrotnie. To wygląda tak, jak gdyby ich linia obrony (polegająca na tym, że 14 maja doszło do stosunku seksualnego za zgodą pokojówki z Sofitela) sypała się.
Zobaczymy, czy tak jest naprawdę 23 sierpnia, bo wtedy ma się odbyć (o ile nie zostanie przesunięte po raz trzeci) posiedzenie sądu.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)