Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia Andrzej Olechowski ogłosił zamiar kandydowania w wyborach prezydenckich jesienią 2010 r. Stojąc samotnie na chodniku, pośród płatków gęsto padającego śniegu tłumaczył dziennikarzom, że będzie „kandydatem obywatelskim i niezależnym”, który „przerwie wyniszczające swary PO i PiS”
Sondaże opinii publicznej nie są dla A. Olechowskiego korzystne, wahają się od 5 do 16%. 21% ankietowanych wierzy w jego wejście do 2 tury wyborów (dla porównania: udziału D. Tuska w 2 turze spodziewa się 61%, L. Kaczyńskiego 35%, W. Cimoszewicza 29%). Przedstawiciele głównych sił politycznych nie dają A. Olechowskiemu, jednemu z trzech założycieli Platformy Obywatelskiej w 2000 r., żadnych szans. Liderzy PO zapewniają, że start A. Olechowskiego, do niedawna czołowej postaci Platformy, nie będzie zagrożeniem dla kandydata tej partii, ale na wszelki wypadek już zaczęli go krytykować (Rafał Grupiński na łamach „Rzeczpospolitej” z 19-20 grudnia oznajmił, że „Olechowski nie ukradnie głosów Platformie”, zaś niezawodny w takich sytuacjach Stefan Niesiołowski zarzucił mu „propisowską dywersję”; nawiasem - cóż, S. Niesiołowskiemu wszystko się z PiS-em kojarzy, co by ten nieborak zrobił bez PiS-u?!).
Tymczasem A. Olechowski wierzy, że będzie czarnym koniem wyborów. Pragnie jako trzecia siła przywdziana w kostium „obywatelski” wstrzelić się między kandydatów dwóch dużych obozów politycznych ( PO, PiS) i zrealizować scenariusz „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”. Jego aktywa to: zmęczenie Polaków sporami polityków i niechęć do partii politycznych (ok. 30% Polaków nie jest zdecydowana, na kogo zagłosuje i czeka na odpowiednią ofertę), majątek Stronnictwa Demokratycznego przejętego ostatecznie przez Pawła Piskorskiego i jego zwolenników, przychylność wielkiego biznesu i ludzi ze służb specjalnych PRL (A. Olechowski był zarejestrowany jako współpracownik wywiadu PRL, jego przyjacielem jest Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa). Do A. Olechowskiego lgną środowiska dawnej Unii Wolności i jej kontynuacji, czyli Partii Demokratycznej, a także byli i obecni działacze Platformy Obywatelskiej zepchnięci na boczny tor przez drużynę Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny. A. Olechowski ma doświadczenie w pracy państwowej (był ministrem finansów i ministrem spraw zagranicznych), jest wykształcony (doktorat z ekonomii, znajomość języków obcych), obyty w świecie, ma prezydencką prezencję (postawny mężczyzna w sile wieku, głęboki głos).
Słabością A. Olechowskiego jest brak dużego, majętnego i dobrze zorganizowanego zaplecza politycznego. Chce odwoływać się zwłaszcza do wyborców PO i SLD, ale te formacje wystawią własnych kandydatów. Ciągną się za nim porażki w wyborach na prezydenta Rzeczypospolitej i Warszawy oraz opinia, że nie lubi rano wstawać i się przepracowywać. Zagadką - póki co -pozostaje program, z którym A. Olechowski miałby pójść do wyborów.
W 2010 r. Platforma Obywatelska będzie słabła, a popularność D. Tuska malała. W takich warunkach wzrosną szanse A. Olechowskiego, który nie tracąc czasu prowadzi intensywne rozmowy z liderami lewicy o przekazaniu poparcia przez słabszych kandydatów silniejszemu jeszcze przed pierwszą tura wyborów oraz kompletuje swój komitet honorowy złożony z osób znanych i popularnych. Z Andrzejem Olechowskim nie jest mi ideowo i politycznie po drodze (uważam nadto, że Prezydent Lech Kaczyński dobrze wypełnia swoją misję i powinien ja kontynuować przez drugą kadencję), ale do wyborów został blisko rok i wszystko jeszcze może się zdarzyć. Starcie L. Kaczyński contra A. Olechowski nie jest wykluczone.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)