Od początku stycznia opinię publiczną bulwersują posunięcia Narodowego Funduszu Zdrowia. Części chorych na nowotwory odebrano możliwość leczenia niestandardowymi metodami, w wielu szpitalach nie będzie można przeprowadzać dializ nerek w soboty i niedziele, w programie profilaktyki raka piersi będą mogły brać udział tylko kobiety bez żadnych dolegliwości, wreszcie lekarze rodzinni stracili prawo kierowania pacjentów na część specjalistycznych badań. Pod presją mediów, opozycji i jednoznacznie krytycznych głosów środowiska medycznego Ministerstwo Zdrowia i NFZ wycofały się z części swoich posunięć. Po kilku dniach udawania głupiego i twierdzenia, że lekarze nie zrozumieli nowych przepisów, minister zdrowia Ewa Kopacz (PO) i szef NFZ Jacek Paszkiewicz (został ukarany przez premiera Donalda Tuska pozbawieniem styczniowej pensji) przeprosili pacjentów na konferencji prasowej. E. Kopacz zapewniała, że sytuacja jest pod kontrolą, ale na wszelki wypadek wierząc w magię pijaru w poniedziałek 11 stycznia w programie Tomasza Lisa wystąpiła wyjątkowo w niebieskim stroju i takimże makijażu (jak twierdzą specjaliści od reklamy kolor niebieski uspokaja)
Posunięcia władz w służbie zdrowia każą postawić pytanie, czy to tylko indolencja, głupota i arogancja czy też coś więcej. Wydaje się, że ostatnie działania rządzących wpisują się w plan oligarchizacji Polski. Nie mają oni zamiaru zwiększać składki zdrowotnej, choć jest ona w naszym kraju niższa niż np. w Czechach, Słowacji czy na Węgrzech. Dążą do prywatyzacji służby zdrowia. Gdyby zrealizowali swój plan i służba zdrowia stała się komercyjna to o dostępie do świadczeń medycznych decydowałaby grubość portfeli pacjentów. Bogaci mogliby się leczyć w bardzo dobrych warunkach, biednym pozostałaby Tuskowa miłość i uciecha z happeningów Palikota.


Komentarze
Pokaż komentarze