Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk
48
BLOG

Zdrada, wazelina i sumienie

Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 3

            Elżbieta Jakubiak, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, oceniając postawę Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych w rządzie PO-PSL, skonkludowała, że „kto raz zdradził będzie zdradzał zawsze”. Uznała jego prawo do zmiany barw partyjnych (R. Sikorski w czasie kampanii wyborczej w 2007 r. przeszedł z obozu PiS do rywalizującej z nim Platformy Obywatelskiej), ale skrytykowała gwałtowność, z jaką ów atakował swoich niedawnych przyjaciół (na wiecu wyborczym krzyczał „jeszcze chwila i dorżniemy watahy”).        

           R. Sikorski zareagował oświadczeniem opublikowanym 5 lutego na łamach „Gazety Wyborczej”. Stwierdził w nim: „Nigdy nie byłem członkiem partii PiS i nigdy nie kandydowałem z jej list wyborczych. PiS udzieliło mi poparcia w wyborach w 2005 roku ,w których zwyciężyłem jako niezależny kandydat na senatora ziemi bydgoskiej. W ramach zawartego porozumienia zasiadałem w klubie senatorskim PiS i lojalnie w nim pracowałem do końca kadencji. Jako senator i minister obrony narodowej ślubowałem wierność Polakom i konstytucji, a nie PiS-owi i braciom Kaczyńskim. Ślubowania dotrzymałem. Uważam, że odpowiedzialny polityk, widząc, że środowisko, w którym się znalazł, sprzeniewierza się deklarowanym zasadom i demoluje państwo, ma obowiązek kierowania się nakazami sumienia”.

           R. Sikorski stara się przekonać Polaków, że dotrzymuje zobowiązań i nikogo nie zdradził. Prawda, niestety, jest bardziej skomplikowana. Obecny szef MSZ (być może kandydat PO w wyborach prezydenckich) długo związany był z antykomunistyczną prawicą (był wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Jerzego Buzka, działał w Ruch Odbudowy Polski). PiS-u trzymał się tak długo jak długo był ministrem obrony narodowej w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Zmienił front, gdy zdymisjonował go J. Kaczyński (jednym z powodów była przychylność R. Sikorskiego dla oficerów z PRL-owską przeszłością).

R. Sikorski to człowiek bardzo ambitny i nic w tym złego. Ale bywa kapryśny i złośliwy (braci Kaczyńskich, pijąc do ich niskiego wzrostu, obrzucał obelgami w rodzaju „karły moralne”), kocha luksus i przepych (prasa pisała o zakupach złoconych mebli do MSZ, ekspresu do kawy za 8 tysięcy złotych, a także o zwyczaju R. Sikorskiego płacenia za wykwintne kolacje pieniędzmi MON). W 2007 r. po dymisji ze stanowiska ministra obrony obraził się, zdradził obóz polityczny PiS i w kluczowym momencie - w kampanii wyborczej - przeszedł do konkurencji. Z gorliwością neofity atakował wtedy niedawne koleżanki i kolegów, na wiecu z entuzjazmem wykrzykiwał ochrypłym głosem o „dorzynaniu watah”. Wobec premiera D. Tuska prezentuje postawę wiernopoddańczą, świadczą o tym wypowiedzi w stylu: „Jestem dumny, że należę do rządu D. Tuska”, „Jestem szczęśliwy, że mogę być lewoskrzydłowym w drużynie D. Tuska”. Jest bardzo układny wobec tych, od których zależy jego kariera i jednocześnie gardzi poprzednimi dobrodziejami.

Prawo i Sprawiedliwość nie sprzeniewierzyło się deklarowanym zasadom, ani nie demolowało państwa jak twierdzi dziś R. Sikorski, starało się za to Polskę reformować w interesie ogółu obywateli (symptomatyczne, że sam R. Sikorski póki pełnił funkcję ministra obrony w rządzie PiS akceptował kierunek zmian i sposób rządzenia…).

Przykro patrzy się na litry wazeliny wylewane przez R. Sikorskiego przed D. Tuskiem. A jeszcze smutniej robi się, kiedy R. Sikorski z powagą opowiada Polakom o swojej „lojalności”, „wierności” i „sumieniu”.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka