W piątek 12 lutego premier Donald Tusk i przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO Grzegorz Schetyna przedstawili projekt zmian w konstytucji, który zakłada znaczące osłabienie pozycji prezydenta. Byłby on co prawda dalej wybierany w wyborach powszechnych, ale jego weto Sejm mogłaby odrzucać bezwzględną większością głosów (przy obecności wszystkich 460 posłów wystarczyłoby 231 głosów; obecnie potrzeba 3/5 czyli 276). Gdyby takie rozwiązanie weszło w życie koalicja rządowa bez trudu odrzucałaby każde weto prezydenta. Głowa państwa zostałaby sprowadzona do roli figuranta przecinającego wstęgi, uświetniającego uroczystości i wygłaszającego słuszne mowy, ale bez realnego wpływu na politykę. Spełniłyby się wzgardliwe słowa D. Tuska wypowiedziane podczas ogłaszania swojej rezygnacji ze startu wyborach prezydenckich, że „prezydentura to zaszczyt, prestiż i żyrandol”.
Takie postawienie sprawy przez partie rządzącą rodzi ważkie pytania. Po co organizować kosztowne wybory powszechne(warto zauważyć, że początkowo D. Tusk proponował wybór głowy państwa przez Zgromadzenie Narodowe, z likwidacji powszechnych wyborów wycofał się pod presją sondaży), skoro prezydent w nich wybrany byłby paprotką na politycznym stole w całości zajętym praz partie? Po co Polakom bezwolna atrapa przesiadująca w prezydenckim pałacu?
Liderzy PO twierdzą, że uczynienie z prezydenta bezradnej dekoracji usprawni rządzenie, gdyż odda pełnię władzy premierowi. Ale przecież prezydent posiada silny mandat społeczny (to w wyborach prezydenckich frekwencja jest najwyższa), a przekonanie 3/5 posłów nie jest niemożliwe (w obecnym Sejmie w celu odrzucenia prezydenckiego weta koalicja PO-PSL może porozumieć się albo z PiS, albo z SLD lub jednocześnie z tymi dwoma partiami). Trzeba tyko chcieć rozmawiać z prezydentem i opozycją, trochę ustąpić, pójść na kompromis i zrezygnować z dążenia per fas et nefas do monopolu na władzę.
Weto jest ważnym instrumentem pozwalającym głowie państwa wpływać na rzeczywistość, blokuje szkodliwe i niedopracowane ustawowe rozwiązania, zmusza rządzących do szukania szerszego porozumienia w Sejmie. Równowaga polityczna dobrze służy demokracji, której istotą są pluralizm poglądów, negocjacje i konsensus. Czyżby nie rozumieli tego działacze Platformy?!


Komentarze
Pokaż komentarze