Po opublikowaniu w ostatnim „Newsweeku” (nr 8/2010) wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim histeria ogarnęła przeciwników Prawa i Sprawiedliwości. Mimo, ze prezes PiS nie użył słowa „haki”, mówiąc krytycznie o obecnym szefie MSZ Radosławie Sikorskim przypomniał znany publicznie problem ( Prezydent RP Lech Kaczyński po wyborach w 2007 r. zgłosił objęte tajemnicą państwową zastrzeżenia wobec tej nominacji, ale D. Tusk ich nie uwzględnił) i zapowiedział, że w kampanii wyborczej „prawo będzie przestrzegane”, to rzucili się na niego polityczni rywale i sympatyzujące z nimi media z „Gazetą Wyborczą” na czele. Potępienia tzw.„haków” nie było końca. Najcięższe działa wytoczyli: Grzegorz Schetyna, szef Klubu Parlamentarnego PO, który porównał J. Kaczyńskiego do dyktatora Białorusi Łukaszenki oraz Leszek Miller, były premier z ramienia SLD, który oświadczył, że PiS uosabia „współczesny narodowy socjalizm” (zasugerował w ten sposób, że PiS przypomina partię faszystowską NSDAP, a jej prezes Adolfa Hitlera - sic!).
W jednym szeregu z działaczami PO starającymi się obrzydzić Polakom PiS i „braci Kaczyńskich” stanął Roman Giertych, ongiś lider Młodzieży Wszechpolskiej i Ligi Polskich Rodzin, wicepremier i minister edukacji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Oskarżył J. Kaczyńskiego o zakładanie teczek politycznym przeciwnikom, zbieranie na nich i ich żony sławetnyh „haków”. Kiedy prezes PiS zagroził R. Giertychowi procesem ów pierwszy wytoczył mu proces (cóż, nic tak nie przysparza popularności jak procesowanie się ze znanymi ludźmi, a R. Giertych bardzo chciałby przypomnieć się opinii publicznej…).
Gdyby było coś na rzeczy to R. Giertych już dawno zawiadomiłby prokuraturę, a komisja sejmowa badająca sprawę rzekomych nacisków za rządów PiS cokolwiek by ustaliła (minęły dwa lata i nic!) Wydaje się, że oprócz antypatii wobec J. Kaczyńskiego R. Giertychowi chodzi o maksymalne osłabienie rywala na centroprawicy, wie dobrze, że jego partyjka może urosnąć tylko na gruzach PiS. R. Giertych, kiedyś pretendent do przewodzenia odbudowującego się obozu narodowego, dziś pomaga co sił Platformie Obywatelskiej w jej zapasach z Prawem i Sprawiedliwością (w wywiadzie dla dziennika „Fakt” z 20-21 lutego oznajmił, że występuje „w roli małego anioła stróża PO”, „lubi Radka Sikorskiego, a nie lubi Jarosława Kaczyńskiego” i „woli Platformę od PiS”). Bardzo chciałby wrócić do polityki, więc usiłuje wkupić się w łaski partii rządzącej atakując i ciągając po sądach lidera jej największej konkurencji.
R. Giertych swoim bezpardonowym zwalczaniem J. Kaczyńskiego wzbudził do tego stopnia żywe i przyjazne uczucia działaczy PO, że przyjęcia go do Platformy nie wykluczyli m. in. Grzegorz Schetyna i Julia Pitera, Jarosław Gowin stwierdził filozoficznie, że „przed nikim nie można zamykać drogi do zbawienia”, zaś rzecznik rządu Paweł Graś 21 lutego rano w TVN 24 pozostając w biblijnej poetyce oświadczył, że „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż Roman Giertych znajdzie się w Platformie, ale cuda się zdarzają”.
Przykro patrzeć na mściwość i konformizm R. Giertycha kamuflowane przez niego opowieściami o chęci „uchronienie Polski przed powrotem PiS” (swoją drogą to dzięki J. Kaczyńskiemu i PiS otrzymał szansę współrządzenia, ale o tym pamiętać nie chce). Ciekawe co myślą dawni wyborcy R. Giertycha widząc jak entuzjazmuje się obecnie D. Tuskiem i Platformą, oglądając jego napaści na PiS i hołdy składane Platformie? Jak czują się ludzie, którzy pokładali nadzieję w nim samym i partii o narodowym programie, której przewodził.? Myślę, że bardzo kiepsko.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)