Prawybory w Platformie Obywatelskiej mające wyłonić kandydata tej partii w jesiennych wyborach prezydenckich nabierają rumieńców. Rywale, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i szef MSZ Radosław Sikorski, wystosowali listy do członków PO, organizują spotkania, udzielają wywiadów. Logika konkurencji - nominację otrzyma tylko jeden - zmusza kandydatów do coraz ostrzejszej rywalizacji. Objawem tego zjawiska jest nazwanie B. Komorowskiego przez R. Sikorskiego „produktem krajowym” (on sam zachwala się jako produkt „eksportowy”). Nie trzeba było długo czekać i R Komorowski w odpowiedzi określił R. Sikorskiego jako „pańczyka z morskiej piany” (o sobie mówi, że „jest chłopakiem z Woli”; to synonim zwyczajności i twardości).
Obaj pretendenci zapowiadają, że po wygranych wyborach będą wspierać rząd Donalda Tuska. Własnego programu nie posiadają, ich programem jest popieranie rządu swojej partii. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że brakuje podczas prawyborów w PO dyskusji merytorycznej, że zastępują ją wzajemne przytyki, a przede wszystkim ataki na obecnego prezydenta ( i być może konkurenta w nadciągających wyborach prezydenckich) Lecha Kaczyńskiego. B. Komorowski w liście do polityków PO napisał: „Zamierzam wystartować nie po to, żeby odebrać Lechowi Kaczyńskiemu żyrandol czy Pałac, ale żeby nie można już było wykorzystywać urzędu prezydenckiego do walki z nowoczesnością”, dodał, że „czas na nowoczesny patriotyzm” ( w ten sposób R. Komorowski postponuje L. Kaczyńskiego przypisując sobie co najlepsze). R. Sikorski z kolei w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 26 lutego obiecuje prezydenturę „bez obciachu” i drwi z L. Kaczyńskiego, który jego zdaniem z prezydentem Francji rozmawiał „na migi” (twierdzi w ten sposób, że prezydentura L. Kaczyńskiego to wstyd, podnosi swój walor jako poligloty). Na wiecu działaczy Platformy 28 lutego w Bydgoszczy, gdzie wystąpił wraz z żoną Anne Appelbaum, czynił złośliwe uwagi do wzrostu L. Kaczyńskiego i wykrzykiwał, ile dni urzędowania zostało obecnemu prezydentowi. R. Sikorski licznymi wypowiedziami sugeruje członkom PO, że jego wybór najbardziej dokuczyłby znienawidzonym w tym środowisku „braciom Kaczyńskim”, reklamuje się jako światowiec z biegłą znajomością języków obcych (w tym miejscu jako memento warto przywołać opinię wybitnego historyka Władysława Konopczyńskiego, który o królu Michale Korybucie Wiśniowieckim napisał, że ów znał siedem języków obcych, ale w żadnym nie miał nic ciekawego do powiedzenia”).
Zarówno B. Komorowski jak i R. Sikorski deklarują, że startują, aby kolejną kadencję urzędu prezydenta nie sprawował L. Kaczyński. Opowiadają o „normalności”, „nowoczesności” i „koniecznych reformach”, ale poprzestają na niezobowiązujących ogólnikach i nie podają konkretów. Godzą się na znaczące ograniczenie prerogatyw prezydenta i zredukowania jego roli w państwie do prawie wyłącznie reprezentacyjnej funkcji. Żaden z nich nie ma planów odgrywania samodzielnej roli w polityce, widzą się jedynie jako pomocnicy użyteczni macierzystej partii i jej liderowi D. Tuskowi. Naśmiewali się z żartu L. Kaczyńskiego, który po zwycięstwie w wyborach w 2005 r. prezesowi PiS „zameldował wykonanie zadania”, a teraz na wyprzódki deklarują realizuję polityki rządu PO (każdy z nich jako prezydent codziennie będzie „meldował wykonywanie zadań” - trudno o większą ironię losu… Groteskowe są też zapowiedzi R. Sikorskiego o aktywności w roli przyszłego prezydenta na arenie międzynarodowej, przecież jeszcze niedawno twierdził, że polityka zagraniczna to wyłączna domena rządu!). Wygląda na to, że rola breloczka B. Komorowskiemu i R. Sikorskiemu odpowiada.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)