Posłowie PO, PSL i SLD zgodnie przegłosowali nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Po zakończeniu kadencji prezesa IPN Janusza Kurtyki, co nastąpi 29 grudnia, Sejm wybierze nowego prezesa (kandydata zgłosi nowa, 9 osobowa Rada IPN, a nie dotychczasowe, 11 osobowe Kolegium).
Forsowana przez PO zmiana, aby prezes IPN był mógł być odwoływany przez Sejm zwykłą większością głosów - a nie jak dotąd większością 3/5 - mocno osłabia pozycję prezesa Instytutu. Jeśli prezes postąpi nie po myśli władzy będzie mógł być odwołany przez koalicję rządową w każdej chwili. Takie ustawowe rozwiązanie uderza w niezależność badań naukowych, ogranicza ich swobodę, jest zuchwałą próbą zmuszenia do uległości historyków badających najnowsze dzieje Polski. Wygląda na to, że Platforma wzięła sobie do serca myśl G. Orwella „kto kontroluje przeszłość, ten panuje nad przyszłością”.
Senator Zbigniew Romaszewski na łamach „Rzeczpospolitej” z 20-21 marca zauważył: „To, co zamierza się zrobić z IPN, to działalność niszczycielska, uprawiana przez ciemniaków, którzy nie mają najmniejszego pojęcia o tym, jak ważną społecznie rolę pełni Instytut.”. Zofia Korbońska, emigrantka i działaczka niepodległościowa, żona Stefana Korbońskiego, Delegata Rządu na Kraj w czasie II wojny światowej, podsumowała: „Ta ustawa jest sprzeczna z polską racją stanu”.
Premier Donald Tusk po opublikowaniu przez IPN książki o Lechu Wałęsie (żaden historyk nie zaprzeczył faktom tam podanym!) groził Instytutowi, potem rządzący znacząco obcięli środki finansowe dla IPN, a teraz PO realizuje pomysł uzależnienia historyków od koalicji rządowej. I pomyśleć, że niektórzy przedstawiciele Platformy bez mrugnięcia okiem opowiadają, że ich rządy oznaczają normalność…


Komentarze
Pokaż komentarze (5)