Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk
173
BLOG

Spijanie z dziobków, nogi Muchy i rajtuzki

Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 5

 

 Zakończyły się prawybory w Platformie Obywatelskiej, wygrał Bronisław Komorowski uzyskując 68,5% oddanych głosów. Marszałek Sejmu fetując zwycięstwo podziękował przegranemu rywalowi Radosławowi Sikorskiemu za „prawdziwą walkę”. Ale czy „prawdziwa walka” rzeczywiście miała miejsce? Nie, nie miała. Partia rządząca zorganizowała teatr, którym przez wiele dni zajmowały się media. Opinie specjalistów od politycznego marketingu były jednoznaczne - Wojciech Jabłoński określił prawybory jako „cyrk dla wszystkich Polaków”, Eryk Misiewicz mówił, że debata pretendentów przypominała „wieczór u dziadka”. Niektórzy działacze PO zdobywali się na szczerość np. Stefan Niesiołowski cieszył się na łamach „Faktu” z „festiwalu Platformy w mediach”, Kazimierz Kutz zachwycał się w TVN 24 „umiejętnym odciągnięciem uwagi opinii publicznej od innych problemów”.

Ogłoszenie wyników w sobotę 27 marca na Politechnice Warszawskiej było kolejnym show. Prowadzili je posłowie Sławomir Nowak ( z zawodu dziennikarz; przekazywał informacje z wirtualnego studia) i Jakub Rutnicki (finalista pierwszej edycji programu muzycznego „Idol”). Zarówno prowadzący i jak i występujący mówcy komplementowali się nieustannie, panowała familiarna atmosfera (zwracano się do siebie po imieniu: „Sławku”, „Kubo”, „Bronku”, „Radku” itd.). Zgromadzeni ludzie władzy byli z siebie bardzo zadowoleni, świetnie czuli się w swoim gronie, najeżali się i szemrali złowrogo jedynie na dźwięk nazwiska „Kaczyński”. Towarzystwo wzajemnej adoracji radośnie celebrowało swój „iwent”.

Obraz sukcesu i świetności stworzony na wzór potiomkinowskiej wioski przez Platformę ma jednak - gdy przyjrzeć się uważniej - wyraźne słabości i rysy. Frekwencja w wewnątrzpartyjnych prawyborach wyniosła zaledwie 47,47%, ponad połowa członków PO nie wzięła udziału w głosowaniu. Oznacza to, że choć w procentach wygląda mocarstwowo, to w praktyce na B. Komorowskiego głosowało zaledwie ok.15 tys., zaś na R. Sikorskiego 7 tys. osób. Czołówka PO zaczyna żyć własnym życiem i odrywa się od rzeczywistości. Pustosłowie i wzajemne słodzenie kontrastują z codziennymi problemami obywateli. Pytanie, kiedy Polacy zorientują się, że są przedmiotem manipulacji i że mają do czynienia z serwowaną im iluzją.

Komentując wyreżyserowane prawybory w partii rządzącej nie sposób pominąć posłanki Joanny Muchy, której długie, uwodzicielsko ułożone nogi magnetycznie przyciągały wzrok męskiej części publiczności podczas debaty Komorowski - Sikorski. Urodziwa posłanka (moim zdaniem najładniejsze ma oczy…) staje się, niestety, lalką Barbie polskiej polityki i jest z rozmysłem używana w celach wizerunkowych przez Platformę. J. Mucha występuje często w programie „Babilon” w TVN 24, bywa tam nieprzyjemna i złośliwa wobec politycznej konkurencji, nie uśmiecha się już tak słodko jak podczas debaty swoich liderów. Cóż panowie, trzeba przypomnieć starą, sprawdzoną przez pokolenia prawdę, że piękne kobiety przyciągają, ale liczy się charakter…

Pora na puentę. Wiele lat temu, kiedy moja córeczka Basia przed pójściem do przedszkola za nic nie chciała dać sobie ubrać rajtuzków, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Otóż z powagą (dzieci to uwielbiają!) zaproponowałem jej, aby sama wybrała, którą nóżkę najpierw ubierzemy. Zastanawiała się długo, celebrowała swoją samodzielność, w końcu dokonała wyboru. Z ubraniem drugiej nóżką nie było już kłopotu. Donald, podobno to Ty wymyśliłeś prawybory w Platformie i wskazałeś dwóch kontrkandydatów. Wiedz, że ja na podobny pomysł wpadłem dużo, dużo wcześniej. To ja byłem pierwszy!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka