Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk
315
BLOG

Wieje wiatr historii, naród się budzi

Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 5

 

 

W czasie żałoby narodowej ponad 180 tys. Polaków oddało hołd Prezydenckiej Parze. Przed Pałacem Prezydenckim i na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie stały i za dnia, i w nocy długie kolejki. Panowała nadzwyczajna atmosfera powagi, patriotyzmu, solidarności, życzliwości. Ludzie w stolicy (a także przed telewizorami w całym kraju) zobaczyli, że myślących i odczuwających podobnie są całe rzesze. Rodziła się wspólnota. Wiele osób pamiętających lata 80 - te twierdziło, że czuje świeży powiew pierwszej „Solidarności”.

Zdania komentatorów - politologów, socjologów, dziennikarzy - były podzielone. Część z nich, sympatyzująca z PO i lewicą, zaczęła twierdzić, że to niewiele znaczący, chwilowy wybuch emocji, który nie przekształci się w nic trwałego. Wyraźnym celem takich konstatacji było zbanalizowanie wydarzenia, przekreślenie jego wyjątkowości, stłumienie płomienia nadziei i stłamszenie ludzi liczących na zmianę. Obserwatorzy ci powtarzając jak mantrę, że „nic z tego nie będzie”, ujawniali swoje pragnienie zachowania status quo sprzed katastrofy. Dążyli do podcięcia skrzydeł uczestnikom wydarzeń, blokowali upowszechnianie się w społeczeństwie ujawnionych na Krakowskim Przedmieściu postaw i poglądów.

Ostatnio do wypowiedzi w tym duchu dołączył w wywiadzie opublikowanym 13 maja na łamach „Rzeczpospolitej” prof. Marcin Król, filozof i historyk idei z Uniwersytetu Warszawskiego. Zdecydowanie odrzucił on pogląd Jana Rokity, że „wspólnie płyniemy znowu potężnym nurtem sarmacko-romantycznego zwycięskiego patriotyzmu”. Oświadczył, że „to, co widzimy dziś, to są najwyżej postromantyczne popłuczyny. Zresztą w Polsce zawsze mieliśmy skłonność do, mówiąc brutalnie, marnego patriotyzmu”. (sic!) I dodał: „Kiedy obserwowałem tłumy pod Pałacem, byłem dla tych ludzi naprawdę pełen podziwu, że chce im się stać po kilkanaście godzin. Ale obserwując to, jednocześnie znalem sobie sprawę, że cześć z nich stoi tam, bo przyciągnęła ich zwykła sensacja. Być może przeważała motywacja okazania szacunku, ale na pewno nie dotyczyło to wszystkich. Nie ma co zatem zbytnio ideologizować tego wydarzenia jako jakiegoś wielkiego narodowego zrywu, bo w tłumie, jak to zwykle bywa, działy się różne rzeczy - były i bójki, i kradzieże. Nie było tak, że w całym tłumie panowały jedność, miłość i braterstwo”. Ufff…

Jako uczestnik i świadek wydarzeń (w nocy od godz. 1.30 do 8.30 15 kwietnia wraz z kilkudziesięcioosobową grupą uczniów i nauczycieli z LO Nr XVII im. A. Osieckiej we Wrocławiu; znam też relacje kilku osób, które w innych dniach oddawały hołd śp. Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i Jego Małżonce) stwierdzam, że sprawy miały się zupełnie inaczej niż przedstawia je prof. M. Król. Panowała atmosfera niezwykłej jedności, solidarności i życzliwości. Ludzie nabierali wewnętrznej mocy. Pomagali sobie dzieląc się gorącą herbatą, kawą, kanapkami, użyczając turystycznych krzesełek osobom starszym. Godna podziwu była samoorganizacja tłumu. Widziałem liczne biało-czerwone flagi, płonące znicze, stosy kwiatów, uwijających się harcerzy, łzy na twarzach ludzi w różnym wieku i z różnych części Polski. Słyszałem modlitwy, patriotyczny śpiew i żywe dyskusje o Polsce. Niektórzy idąc po herbatę, gazetę czy do toalety zostawiali swoje rzeczy na chodniku i nikt ich nie ruszał. Nikt też nie kłócił się o miejsce w kolejce. Żadne „bójki i kradzieże”, o których opowiada prof. M. Król, nie miały miejsca.

Jako uczestnik przełomowych historycznych wydarzeń (pamiętam rok 1980 i 1989), ale i jako historyk (opisywałem strajki na uczelniach i niezależny ruch studencki) twierdzę, że rodzi się coś dobrego i nadciąga zmiana. Naród się budzi i pijarowskie sztuczki obecnej władzy niewiele jej pomogą.

Poeta Konstanty Ildefons Gałczyński wiele lat temu pisał: „Gdy wieje wiatr historii, ludziom, jak pięknym ptakom, rosną skrzydła”. Widziałem tysiące takich ludzi na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, na pogrzebie Pary Prezydenckiej w Krakowie, na pogrzebie śp. szefa Kancelarii Prezydenta Władysława Stasiaka na Powązkach, na pogrzebie posłanki Aleksandry Natalii - Świat… Spotykam ich we Wrocławiu, w internecie i niektórych mediach. Sursum corda!

 

                                                      

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka