Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk
53
BLOG

Wracajcie do stoczni!

Roman Kowalczyk Roman Kowalczyk Polityka Obserwuj notkę 4

 

31 sierpnia br., w 30 rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych, kilka osób spośród przywódców strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. i zarazem liderów „Solidarności w latach 80-tych Lech Wałęsa, Bogdan Lis i Bogdan Borusewicz ogłosiło, że Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” „poza znakiem graficznym nie ma nic wspólnego z tradycjami Sierpnia”.

Ci dawni działacze „Solidarności” mają pełne prawo do wyrażania swoich prywatnych poglądów, to również dzięki ich dzielności żyjemy w wolnym kraju. Tyle tylko, że opinie te są niesprawiedliwe i krzywdzą osoby należące obecnie do NSZZ „Solidarność” (piszę o tym ze smutkiem jako członek Związku od pierwszego dnia pracy zawodowej). Wpisują się także w strategię Platformy Obywatelskiej, która reprezentując bogatsze grupy społeczne i pracodawców dąży do osłabienia NSZZ „Solidarność”. Obóz rządzący wie, że idą trudne czasy, że wzrośnie cena chleba i przybędzie niezadowolonych - uderza więc w instytucję, która mogłaby organizować skoordynowane społeczne protesty. Czytelny plan PO realizowany przy pomocy związanych z nią dawnych przywódców „Solidarności” zmierza do odebrania związkowi nazwy „Solidarność” (nazwa ta znaczy wciąż bardzo wiele!) lub - gdyby się to nie powiodło - do podważenia wiarygodności Związku oraz zmniejszenia zaufania opinii publicznej do NSZZ „Solidarność”.

Część działaczy Związku z lat 80-tych wysiadła z tramwaju „Solidarność” na przystanku polityczna kariera. Są - lub byli - prezydentami, posłami, senatorami. Należą do establishmentu, są majętni. Niechętnie rozmawiają o kłopotach np. zamykanych zakładach pracy, losie bezrobotnych, ludziach wyrzucanych z pracy za próbę założenia związku zawodowego, braku dialogu społecznego ze strony rządu Donalda Tuska. Lubią za to świętować i celebrować dawne przewagi. Na rocznicach według nich ma być uroczyście, radośnie ( np. były działacz „Solidarności” z Ursusa Zbigniew Janas oświadczył w telewizji, że jeśli na spotkaniu po latach nie będzie wesoło, to on wyjdzie), wspomnieniowo, z oklaskami, ale bez refleksji nad kondycją Polski współczesnej i stawiania trudnych pytań.

NSZZ „Solidarność” nie jest dodatkiem do liderów sprzed lat ani prywatną własnością kogokolwiek. O tym, jaki jest Związek, decydują w demokratycznych wyborach jego członkowie. Może by tak więc dawni działacze porzucili politykę i wrócili do upadających stoczni? Może by tak jako związkowcy zadbali o los robotników? Być może wtedy przemówiliby językiem innym niż zadowolonej z siebie władzy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka