W ostatnich dniach postkomunistyczna lewica wystąpiła z żądaniem usunięcia nauki religii ze szkół. Zdaniem działaczy tej formacji politycznej chodzi o to, aby dzieci nie uczęszczające na religię nie czuły się gorsze, żeby sale do nauczania religii zastąpić salami komputerowymi, a szkoła stała się „nowoczesna”, „postępowa” i „europejska”.
W takim postawieniu sprawy ukrywa się sugestia, że dzieciom niechodzącym na religię dzieje się krzywda, nauczanie religii blokuje informatyzację szkół, zaś szkoła z religią trąci wstecznictwem i jest z postępem na bakier. Otóż - a opinię swoją formułuję po 20 latach w pracy w szkole - nic z tych rzeczy.
Na zajęcia z religii chodzi kto chce, decyzję w tej sprawie podejmują rodzice lub pełnoletni uczniowie. W każdej chwili można z zajęć zrezygnować lub dołączyć do grupy. Nigdy, podkreślam, nigdy nie spotkałem się z sytuacją, aby osobę nieuczęszczającą na katechezę spotkały przykrości. Interweniowałbym wtedy stanowczo. Bywają w szkołach sale przeznaczone do nauki religii, ale zdarza się wcale często, że jest ona prowadzona w innych gabinetach przedmiotowych. W LO Nr XVII im. A. Osieckiej we Wrocławiu, gdzie od 11 lat jestem dyrektorem, katecheci (dwie osoby świeckie i dwóch księży) korzystają z multimediów, bo to dzisiaj standard. W niczym nie przeszkadza to innym nauczycielom w wykorzystywaniu technologii informacyjnej na swoich lekcjach.
Religia jest ważnym przedmiotem, mówi o Bogu i człowieku. Daje ważną aksjologiczną perspektywę, kładzie moralny fundament. Zaznajamia z zasadami wiary, losami Kościoła, polską i europejską kulturą przesiąkniętą przecież chrześcijaństwem. Na lekcjach religii młodzi ludzie spotykają się z historią, literaturą, sztuką, architekturą, psychologią, filozofią. Uczą się myśleć, argumentować, debatować, szanować poglądy innych. Przygotowują do pełnienia ról społecznych.
Dalibóg, prowadzenie interesujących i owocnych zajęć z religii to nie jest bułka z masłem! Trzeba umieć trafić do często zbuntowanych nastolatków. Organizować dyskusje i potrafić słuchać. Mieć dużo interdyscyplinarnej wiedzy i różnorodne - w tym informatyczne - umiejętności. Stanowić wzór i samemu świecić przykładem np. rozważania o dobroci i pomocy potrzebującym egzemplifikować zaangażowaniem w działalność szkolnego wolontariatu. Wiem co piszę, gdyż z takimi katechetami mam szczęście pracować.
Argumentacja wyłożona przez szefa SLD Grzegorza Napieralskiego i sekundującej mu części mediów jest zwyczajnie bałamutna. Dowodzi ona powrotu lewicy do ponurej tradycji walki z religią i Kościołem. Kiedy słucham wypowiedzi przedstawicieli środowisk lewicowych przypominają mi się opowieści mojej Mamy, którą w stalinowskich czasach usunięto ze Związku Młodzieży Polskiej za odmowę wypisania się z religii (uczęszczała do Liceum Pedagogicznego w Wieluniu, a od wyrzucenia ze szkoły uratowała ją interwencja kilku odważnych profesorów). Wypisz, wymaluj ta sama buta, to samo przypisywanie sobie „nowoczesności” i „postępowości”, te same czerwone krawaty…


Komentarze
Pokaż komentarze