Premier Donald Tusk oznajmił ostatnio, że „interesuje go polityka ciepłej wody w kranie” (w domyśle - rozwiązywanie codziennych problemów Polaków). Jednocześnie media przyniosły nowinę, że pan premier planuje objąć za kilka lat ważne stanowisko w Brukseli.
Lider Platformy Obywatelskiej od 3 lat stoi na czele rządu. Konserwuje status quo, nie podejmuje reform podając coraz to inne przyczyny zaniechań, na kłopoty zna przede wszystkim jedno lekarstwo - zadłużanie się (żebyż to siebie zadłużał, ale on nas zadłuża!). Jak alarmują ekonomiści dług publiczny rośnie w tempie 300 milionów złotych dziennie. 20 września br. prof. Krzysztof Rybiński ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, były wiceprezes Narodowego Banku Polski, oświadczył w Radio RMF FM, że D. Tusk zadłuża Polaków w takim samym tempie jak Edward Gierek w latach 70-tych. Jeśli do tego ponurego obrazu dodać plany rządu pospiesznej wyprzedaży resztek majątku narodowego łącznie z tak strategiczną dziedziną jak energetyka to włosy się jeżą na głowie. Społeczeństwo polskie się starzeje, a od ok. 2020 r. proces ten mocno przyspieszy. Kto wtedy utrzyma emerytów? Młodzi Polacy, których będzie coraz mniej i których kusił będzie wysychający demograficznie Zachód? Co się stanie z Polską?
D. Tusk prowadzi politykę uwodzenia wyborców kolejnymi obietnicami, straszy opozycyjnym Prawem i Sprawiedliwością, któremu przypisuje wszelkie możliwe winy oraz wady, jakie tylko można sobie wyobrazić. W imię utrzymania się przy władzy łata dziury w finansach publicznych kolejnymi kredytami, które przyjdzie w pocie czoła spłacać kolejnym pokoleniom Polaków. Milczy za to o zużywaniu środków z Funduszu Rezerwy Demograficznej gromadzonych na czasy demograficznej zapaści ( w 2010 r. zabrano z Funduszu 7 mld zł, w 2011 kolejne 4 mld zł zostaną utopione w bieżącym budżecie). Podnosi podatki tłamsząc przedsiębiorczość i uderzając w najuboższych.
Media na ogół nie zadają D. Tuskowi trudnych pytań i nie rozliczają z obietnic. Dziennikarze, którzy wiedzą, z której strony chleb jest posmarowany masłem, mało zajmują się władzą zmonopolizowaną przez PO. Koncentrują się natomiast na wiwisekcji sytuacji w PiS oraz egzegezie każdego słowa prezesa tej partii Jarosława Kaczyńskiego. Czasami krytykują związkowców z „Solidarności”, którzy nie chcą pomagać rządowi będącym przecież ucieleśnieniem „jasnej strony mocy” (to ulubiona fraza D. Tuska i jego przybocznych). Bywa, że dostaje się też części księży za sympatyzowanie z PiS i niektórym biskupom za nie dość energiczne popieranie pomysłów obozu władzy. W debacie publicznej najważniejsze problemy (m.in. zapaść demograficzna, fatalna kondycja finansów publicznych, służby zdrowia i armii, brak infrastruktury przeciwpowodziowej, wysokie bezrobocie, niedożywienie dzieci, bezsilność polityki zagranicznej objawiona symbolicznie brakiem przykrycia do tej pory wraku samolotu TU-154 na lotnisku pod Smoleńskiem choćby zwykłym brezentem) spychane są na dalszy plan.
W tym stanie rzeczy wielu Polaków tkwi w przekonaniu, że sprawy idą w dobrym kierunku, kibicuje rządowi i przyklaskuje Platformie Obywatelskiej. Kiedy się obudzą z ręką w mało wykwintnym miejscu pan premier D. Tusk będzie już na ciepłej posadzie w Brukseli. Na razie - po powrocie z podróży do Indii, którą odbył wraz z małżonką - przebywa na urlopie.


Komentarze
Pokaż komentarze