W sobotę 26 września na zjeździe Platformy Obywatelskiej jej przewodniczący i zarazem premier Donald Tusk ogłosił, że za kilka dni rozpocznie kilkumiesięczne urzędowanie w Sejmie. Owszem, będzie bywał w Urzędzie Rady Ministrów, gdzie rezydują premierzy, ale większość czasu poświęci doglądaniu prac parlamentarnych.
Taka decyzja zdumiewa, w Polsce obowiązuje wszak monteskiuszowski podział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Owszem, w gmachu Sejmu gabinety mają i prezydent, i premier, ale służą one doraźnie politykom piastującym te wysokie urzędy. Po 1989 r. jeszcze żaden premier nie przenosił się na dłużej do Sejmu.
Za decyzją szefa PO mogą stać różne motywy. Wygląda na to, że D. Tusk doszedł do przekonania, iż tylko jego obecność gwarantuje rzetelną pracę parlamentarzystów PO. Potwierdzi swoją dominację w partii, będzie miał kontrolę nad poczynaniami marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny, z którym rywalizuje o rząd dusz w PO (w dłuższej perspektywie w tej rozgrywce stawiam na Grzegorza!). To w Sejmie D. Tusk znajdzie się w centrum zainteresowania mediów opowiadając o przepisach prawa, które dopiero wejdą w życie. To tu będzie miał sukcesy, gdyż koalicja rządowa ma większość w parlamencie i wszystko przegłosuje, zaś prezydent z PO owo podpisze. W Sejmie premier będzie mógł prężyć muskuły, chłostać cierpkimi słowami Jarosława Kaczyńskiego i chlubić się zwycięstwami nad PiS, który ma mniej od Platformy posłów i senatorów. W Urzędzie Rady Ministrów obleganym przez manifestacje kolejnych niezadowolonych grup zawodowych musiałby podejmować trudne decyzje i tłumaczyć się z katastrofy finansów publicznych, wysokiego bezrobocia i wzrostu cen chleba…
W ten oto sposób do Sejmu na dłużej zawita „Mojżesz prowadzący lud przez morze czerwone do zielonej wyspy” ( jak piękna metafora posła PO Andrzeja Halickiego, który skrytykował premiera w głośnym wywiadzie, ale po reprymendzie doszedł widać błyskawicznie do wniosku, że dzień bez wazeliny jest dniem straconym!). Mainstreamowe media przyjęły decyzję premiera ze zrozumieniem, a nawet z zadowoleniem. Polacy mają się z czego cieszyć. Sam „dotknięty palcem geniuszu” (to wysmakowany komplement autorstwa posła PO Sławomira Nowaka sprzed paru miesięcy) premier teraz osobiście dopilnuje, aby szybko uchwalano wyłącznie dobre ustawy! Jest byczo, a będzie jeszcze byczej!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)