1,5 roku temu politolog dr Marek Migalski zdecydował się na udział w życiu politycznym i przyjął propozycję startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego z list Prawa i Sprawiedliwości. Mówił wtedy, że czuje się jak ornitolog, który zapragnął latać tak jak ptaki, które dotąd obserwował i opisywał. Kandydował z 1 miejsca na Śląsku i został eurodeputowanym, do Prawa i Sprawiedliwości się nie zapisał. W kampanii prezydenckiej wspierał Jarosława Kaczyńskiego. Po opublikowaniu listu otwartego do J. Kaczyńskiego krytykującego zmianę strategii po wyborach został wykluczony przez eurodeputowanych PiS z reprezentacji Prawa i Sprawiedliwości w Parlamencie Europejskim. Mandatu zdobytego dzięki wyborcom głosującym na listę PiS nie złożył (twierdzi, że to dzięki jego osobistej popularności mandat został zdobyty, a wyborcy głosowali nie tyle na PiS ile na jego osobę – wolne żarty!)
Dziś. M. Migalski jest zaangażowany w inicjatywę Polska Jest Najważniejsza (niebawem grupa rozłamowców z PiS musi zmienić nazwę, gdyż zostało zarejestrowane stowarzyszenie o takiej samej nazwie; tak się kończy dla środowiska J. Kluzik - Rostkowskiej nieładna próba zawłaszczenia hasła Jarosława Kaczyńskiego z kampanii prezydenckiej) i atakuje zarówno PO, jak i PiS. Dał temu wyraz w wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” z 28 grudnia stwierdzając „ PO opowiada ludziom śmieszne bajeczki, a PiS straszne horrory”. Rzeczywiście, D. Tusk opowiada bajki - było już o cudach, autostradach, dobrze zarabiających nauczycielach, teraz leci odcinek zatytułowany „zielona wyspa”. Ale PiS domagający się reform polskiego państwa, działań na polu gospodarczym (dług publiczny rośnie w lawinowym tempie!), samodzielnej polityki zagranicznej, wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, w której zginęli przedstawiciele władz państwowych na czele z Prezydentem - na tak ostrą krytykę nie zasłużył. Gdzie M. Migalski zauważył „horrory PiS” pozostaje jego tajemnicą, gdyż w wywiadzie żadnych przykładów owych mitycznych „horrorów” nie podał.
W ostatnim czasie często obecny w mediach M. Migalski zaczął stosować ahistoryczne porównania (skreślenie z listy członków PiS dwóch posłanek nazwał „nocą długich noży” – przecież tu nie ma żadnych analogii do rzezi w faszystowskim obozie w hitlerowskich Niemczech!), wpadać w histerię (w TVN 24 opowiadał, że z PiS „wylatuje się za nieodpowiedni kolor koszuli”; oponowała nawet niechętna PiS prowadząca program), przeinaczać słowa osób publicznych (stwierdził w „Rzeczpospolitej” z 28 grudnia, że jego grupie Marta Kaczyńska, córka śp. Prezydenta RP, „nie odmawia całkowicie prawa do spuścizny po Lechu Kaczyńskim” - tymczasem na łamach „Gazety Polskiej” z 22 grudnia M. Kaczyńska potępiła działaczy PJN, nazwała „samozwańczymi spadkobiercami Taty”, a ich „oświadczenia atakujące Jarosława Kaczyńskiego” określiła jako „wręcz szokujące”). Jego stwierdzenie, że Prawo i Sprawiedliwość jest „funduszem emerytalnym Jarosława Kaczyńskiego” jest zwyczajną obelgą, gdyż J. Kaczyński nie dla pieniędzy angażuje się od lat w politykę i prowadzi skromne życie. Wreszcie 2 stycznia 2011 r. w wywiadzie dla Onet.pl europoseł M. Migalski zajadle zaatakował przywódcę Prawa i Sprawiedliwości J. Kaczyńskiego i oznajmił, że„rytuałem inicjacyjnym w PiS był rytuał odebrania godności, jak ktoś go przechodził, to był później traktowany jako swój” (trudno o większy nonsens!)
W maju 2009 r. we wrocławskiej Hali „Orbita” podczas konwencji PiS przed wyborami do Parlamentu Europejskiego M. Migalski przekonywał zebranych, że aby opowiedzieć się po stronie Prawa i Sprawiedliwości konieczna jest odwaga. Szkoda, że teraz jemu samemu tej odwagi zabrakło.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)