Premier Donald Tusk zapędził się w kozi róg. Po katastrofie smoleńskiej oddał inicjatywę Rosji, potem cały czas zapewniał Polaków, że współpraca Polski i Rosji układa się znakomicie. Radził czekać do zakończenia śledztwa. Nie dymisjonował ministra obrony Bogdana Klicha. Nie reagował, gdy Rosjanie rozwalali wrak samolotu niszczejący pod gołym niebem na lotnisku. Raport MAK obciążający wyłącznie stronę polską zastał go na urlopie we włoskich Dolomitach. Premier długo milczał, a w tym czasie światowa opinia publiczna chłonęła rosyjski punkt widzenia. Wreszcie widząc, że 43 % Polaków potępia taką postawę, zabrał głos. Z umiarem skrytykował raport MAK, a polska komisja badająca przyczyny wypadku odtworzyła ostatnie chwile lotu (Rosjanie fałszywie informowali polskich pilotów, na 22 sekundy przed katastrofą kapitan Arkadiusz Protasiuk wydał komendę „odchodzimy”). W Sejmie w środę 19 stycznia D. Tusk atakował opozycję (zwłaszcza PiS), podkreślał zasługi rządu, który jego zdaniem podejmował „ponadstandardowe działania”, deklarował wolę „walki o prawdę”. Usiłował swoją bierność i serię błędów zaprezentować jako przemyślaną taktykę wobec Rosji, która w jego ustach nagle z „przyjaciela” przeistoczyła w „państwo bezwzględne i w sztuce dyplomatycznej biegłe”.
Wygląda na to, że lider Platformy zrozumiał, iż Rosjanie wystawili go do wiatru i nie wezmą na siebie nawet skrawka odpowiedzialności. Boi się, że ewidentne zaniechania i błędy, które popełnił, zachwieją pozycją jego partii. Usiłuje więc grać starą grę polegającą z jednej strony na obietnicach wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy ( trudno uwierzyć, aby ktoś na świecie przejął się ustaleniami polskich prokuratorów pozbawionych dostępu do dowodów i ważnych dokumentów; Rosjanie już narzucili swoją narrację!), z drugiej na prowokowaniu PiS. Zasadną krytykę rządu chce przekształcić w awanturę, a o jej wywołanie obwinić Prawo i Sprawiedliwość. Liczy, że Polacy, którym PO i sympatyzujące z nią media cały czas obrzydzają Prawo i Sprawiedliwość usłyszawszy znajomą melodię o „dobrym Tusku” i „złym Kaczyńskim” wezmą kolejny raz jego stronę. Jeśli J. Kaczyński i inni działacze PiS nie dadzą się wciągnąć w tę grę D. Tusk będzie miał kłopoty.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)