Rozłamowcy z PiS (używający jako nazwy swojej partii hasła Jarosława Kaczyńskiego z kampanii prezydenckiej „Polska jest najważniejsza” ) w ostatnich kilkunastu sondażach opinii publicznej usadowili się na stabilnym poziomie 2-3 procent. PJN - bo o nim mowa - wyraźnie dołuje. Spowszedniał, nie dołączyły doń znaczące osoby publiczne, jego założyciele zdążyli się pokłócić, a sale na spotkaniach świecą pustkami. Nudne staje się ciągłe komentowanie przez działaczy PJN sytuacji w Prawie i Sprawiedliwości i atakowanie Jarosława Kaczyńskiego. Opowieści Marka Migalskiego (PJN), że niedługo lider PiS usunie z partii Zbigniewa Ziobro i Jacka Kurskiego nie stały się newsem. Wywiad udzielony 9 marca przez Joannę Kluzik-Rostkowską dziennikowi „Rzeczpospolita” daje obraz emocji szefowej PJN. Pełen jest przechwałek w stylu „ lewicę może zatrzymać tylko PJN” albo „założyciele PJN to młodsza generacja polityków, taka zmiana pokoleniowa (…) nie mamy balastu tamtych emocji i tamtych cywilizacyjnych kompleksów” ( to o latach 90-tych - przyp. autora). J. Kluzik - Rostkowska krytykuje PO i D. Tuska za niepodejmowanie reform, ale skupia się na atakowaniu J. Kaczyńskiego i uderza w Prawo i Sprawiedliwość (np. „dziś PiS oferuje rozczarowanym polityką Tuska skrajną, emocjonalną i antysystemową retorykę”, „politycy PiS w zależności czy słońce świeci, czy deszcz pada, składają przeróżne deklaracje koalicyjne” - przecież to nie jest prawda!).
PJN, który bardzo chciałby być w przyszłości małym i użytecznym koalicjantem Platformy, ma kłopot. PiS się umacnia, PO nie rozpada, SLD rośnie w sondażach. Nie ma zapotrzebowania społecznego na mdłych polityków opowiadających obsesyjnie jaki to niedobry jest J. Kaczyński (niedawno go zachwalali i promowali!). Przystawka Platformy nie rozpala wyobraźni Polaków. Dlatego mniemam, że prężenie muskułów przez J. Kluzik-Rostkowską nic nie da.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)