Jeszcze niedawno Bartosz Arłukowicz (poseł z klubu SLD; opowiada, że jest bezpartyjny, ale zachował się jego pisemny akces do Unii Pracy z czerwca 2009 r.) mówił o Donaldzie Tusku, że ów jest „królem cynizmu” i „plastykowym premierem”. We wtorek 10 maja przyjął propozycję lidera PO i zostanie ministrem w Kancelarii Premiera. Będzie zajmował się „ludźmi wykluczonymi” (cokolwiek miałoby to znaczyć).
W programie „Fakty po faktach” w TVN 24 B. Arłukowicz minę miał niewyraźną. Był wyraźnie speszony, gdy redaktor Kamil Durczok przypominał jego ostre ataki na Platformę i D. Tuska. Próbował argumentować, że będzie „realizował pasję pomagania słabszym” i że „zagraża Jarosław Kaczyński”. Każdy, kto zetknął się z psychologią body language mógł jednak łatwo zauważyć, że B. Arłukowicz kręci i jest tego świadomy.
Okazało się, że uważany przez wielu za nadzieję lewicy B. Arłukowicz wyżej niż głoszone wartości ceni prywatną karierę. Skoro nie otrzymał od szefa SLD Grzegorza Napieralskiego pierwszego miejsca na liście w wyborach do Sejmu w Szczecinie to wybrał PO, która zaproponowała mu ministerialną posadę i - prawdopodobnie - pierwsze miejsce na liście do Sejmu w …Szczecinie. Jego rola będzie polegała na odbieraniu głosów SLD i agitowaniu na rzecz Platformy. „Pomaganie wykluczonym” to ornament i bajka dla naiwnych, w którą, wnosząc po języku ciała, nie bardzo wierzy sam nowy minister.
W Kancelarii Premiera stworzono nowe stanowisko Przybył urzędnik, którego pobory, biuro, samochód i telefon komórkowy będą opłacane z naszych kieszeni. D. Tusk za publiczne pieniądze kupił sobie nowego żołnierza.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)