Od 1 lipca lekarze protestują przeciwko przepisom, które nakładają na nich finansowe kary za błędy w wypisywaniu recept. Kary te mają wynosić 200 zł za jedną receptę zawierającą błąd (np. wadliwy numer PESEL czy niewyraźną pieczątkę). Lekarze słusznie argumentują, że nie są urzędnikami, a pomyłki przy przyjmowaniu kilkudziesięciu pacjentów dziennie i pospiesznym wypisywaniu recept są nieuchronne. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz na przemian prosi i grozi. W telewizyjnym wywiadzie z 3 lipca wmawiał Polakom, że „lekarze chcą pozbyć się jakiejkolwiek odpowiedzialności” - to nieprawda, lekarze podlegają oraz zawsze podlegali odpowiedzialności cywilnej i karnej. Opowiadał też o rzekomym dyktacie związków zawodowych lekarzy, gdy tymczasem protest połączył wszystkie środowiska i organizacje lekarskie. Lekarze, z których wielu głosowało na Platformę Obywatelską, otwierają szeroko oczy, gdyż takich kuriozalnych sankcji nie było ani za rządów AWS, ani SLD, ani PiS. Cóż, w kolejnych wyborach trzeba będzie głosować na kogoś innego…
Trudno nie przyjrzeć się bliżej osobie, która zasłaniając się „prawami pacjenta” forsuje idiotyczny przepis. Pan Bartosz Arłukowicz był jeszcze niedawno członkiem Unii Pracy i posłem należącym do Klubu Parlamentarnego SLD. Krytykował wtedy pryncypialnie Platformę Obywatelską, a wielu ludziom wydawało się, że robi to szczerze i w imię lewicowych przekonań. Na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r., w zamian za ministerialny urząd do spraw wykluczonych oraz obietnicę objęcia po wyborach funkcji ministra zdrowia, przeszedł na stronę obozu władzy. Osłabił SLD, przyczynił się do wyborczego sukcesu Platformy. Po wyborach niby tak bardzo potrzebny urząd ds. wykluczonych po cichu zlikwidowano, a B. Arłukowicz ( jak pisała prasa „Arłukowicz - karierowicz”, „człowiek - chorągiewka”) został ministrem zdrowia w rządzie D. Tuska. Dziś ten miłośnik ministerialnych posad, człowiek bez poglądów i moralnego kręgosłupa, o wykluczonych już nie wspomina, za to straszy lekarzy i wyciera sobie gębę „prawami pacjenta”. Jakże nisko upadliśmy...


Komentarze
Pokaż komentarze