Romek M Romek M
96
BLOG

Mgła opada jak całun

Romek M Romek M Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Taka scena. Statki stojące na redzie u wodnych bram Gdańska, Gdyni, Szczecina. I przepływający obok nich cień małego samolotu, z którego pokładu filmowany jest ten obraz. Towarzyszy temu muzyka poważna i groźnie brzmiące słowa komentatora dziennika telewizyjnego. Ten widok stoi mi przed oczami, kiedy przypominam sobie koniec sierpnia 1980 roku. Koniec wakacji. Przy okazji przychodzi mi także do głowy tekst piosenki "Lombardu". Konkretnie ten dwuwers w którym: >> spiker cedził ostre słowa, od których nagła wzbierała złość <<. Ale jak przypomniam sobie, mnie wówczas nie ogarniała żadna złość. Raczej lęk. Przed tym co nadejdzie. To znaczy, przed tym wielkim niewiadomym, czymś co ma się wydarzyć.

Na ten obraz nakłada mi się inny. Wcześniejszy. Jest 16 października 1978 roku. Pierwsze słowa które padają z ust nowo wybranego papieża brzmią: >> Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chyrystusowi! <<. Te słowa jednak są zagłuszone przez emocje. Szaloną radość z tego, że mamy swojego papieża . Wówczas nieważne jest to co mówi. Ważne, że jest. Teraz wiem, że to jednak te słowa, które wówczas powiedział były najistotniejsze. Ale ja wówczas tego nie dostrzegam.

Kiedy dzisiaj myślę o tych dwóch krótkich zdaniach wypowiedzianych przez Jana Pawła II, przychodzi mi na myśl jeszcze jeden epizod. Tym razem z Ewangeli .Scena, w której Jezus przywraca wzrok ślepcowi w Betsaidzie. Oczy niewidomego nie otwierają się od razu. Najpierw widzi zaledwie zarysy. Mówi:  >> widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa <<. Dopiero kiedy Jezus ponownie kładzie ręce na jego oczy zaczyna widzieć "jasno i wyraźnie".

Jak z tym jest? Czy to reguła, że nie rozumie się faktycznego znaczenia usłyszanych słów,  że nie dostrzega prawdziwej istoty wydarzeń, nie docenia ludzi, którzy żyją równolegle do nas? Czy jest tak, że tylko przeczuwa się wagę jakichś spraw, ale świadomość znaczenia przychodzi dopiero później? Kiedy wszystko układa się w pewną całość? Czy dopiero z dystansu jesteśmy w stanie poznać rzeczywiste znaczenie słów, wagę zdarzeń, wielkość ludzi?

A jeśli od pierwszego momentu widzi się, wie, przeczuwa całym ciałam, że oto nastąpiła rzecz tak istotna, tak nieprawdopodobna, że nie tylko nie można przejść obok niej obojętnie. Nie można się z niej otrząsnąć. To wokół niej dzieje się wszystko, ona nadaje znaczenie każdemu, najmniejszemu nawet wydarzeniu.  Czy wówczas można się pomylić co do jej znaczenia?

Konkretnie? Tak jest na przykład  w tym przypadku, gdy wciąż - niezależnie od tego, gdzie jestem i o czym myślę -  staje mi przed oczami jeden tylko obraz: wielkie wysypisko śmieci, pełne różnych elementów - foteli , bagażu, kawałków samolotu,  fragmentów ciał . Taki ogromny śródleśny śmietnik. I powraca pytanie - kto ich chciał wyrzucić na śmietnisko historii? I jeszcze ta wygięta blacha z białoczerwoną szachownicą, przysypana okruchami ziemi. Jak otrząsnąć się z tej wizji ? Jak wyzwolić się od niej?  Po 10 kwietnia nie mogę słuchać śmiechu kabaretów, głupich dowcipów; z obrzydzeniem patrzę jak "nienasyceni" za wszelką cenę pragną posiąść całą władzę, zaanektować każdy skrawek życia, sprawiając wrażenie, że nie cofną się przed niczym.

Czy takim przełomem dla nas wszystkich, jak pierwsze słowa Jana Pawła II skierowane do wiernych, jest tragedia smoleńska? Od pierwszych minut, kiedy tylko dowiedziałem co się  wydarzyło, mam nieodparte wrażenie, że tak. I chociaż główni celebryci w mediach, już dawno odtrąbili koniec żałoby, marketingowcy wykorzystują to wydarzenie w reklamach piwa i telefonów, a cyniczni prześmiewcy szydzą z niego, i z tych którzy głęboko odczuwają tragedię -  ja wiem że tak. I choć "wielkie medialne autorytety" podsumowały już dawno i krótko, że byliśmy żałobnikami przez trzy, może pięć dni, ale przecież się otrząsnęliśmy, bo nie można wiecznie rozpamiętywać jakiegoś tam wypadku, ja czuję coś innego. Czy tylko ja? A co jeśli się nie otrząsnęliśmy ? Jeśli wciąż czujemy ucisk tej tragedii jak wielki rdzewiejący gwóźdź , który tkwi nieustannie w gardle?

Myślę, że nie tylko ja tak to czuję. Wciąż przecież napotykam nowych ludzi, którzy nie mogą się pogodzić z procesem wyjaśniana tej sprawy. To jest tłum, który nie topnieje. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że prawda o tym wydarzeniu, a właściwie coraz dłuższa lista pytań, kwestionująca wnioski płynące z rosyjskiego śledztwa dociera do coraz większej ilości ludzi. Pytania gromadzą się nad rządzącymi jak wielka gradowa chmura. Wątpliwości narastają lawinowo. Dyskusja jest coraz bardziej rzeczowa. Coraz większej ilości ludzi otwierają się powoli oczy. Czy ten proces nie ogarnia całego kraju? A ci którzy nie słyszą dyskusji? Ci po prostu nie chcą jej słyszeć. Może się boją prawdy, a może są tak zasłuchani w pochlebstwa cmokierów, że nic innego do nich nie dociera. Nie wiem.

W każdym razie wciąż słyszę głos Ojca świętego: >>Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi.<< Otwórzcie drzwi Prawdzie. A więc to Prawda ma nas wyzwolić? Czy zawsze jest tak, że gdy ludzi ogarniają ciemności kłamstwa, ci w naturalnym odruchu kierują się ku światłu? Nie od razu. To trwa. Oczy duszy otwierają się powoli.

Czy nie tak rodziła się "Solidarność" w 1980 roku?    

 

Romek M
O mnie Romek M

http://dobre-nowiny.pl http://polis2008.pl http://niezalezna.pl http://gazetapolska.pl http://niepoprawni.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura