Edmund Klich przyparty do muru przyznał: w kokpicie był śp. gen. Błasik. Dziennik Polska The Times spekuluje dziś – dlaczego w kabinie pilotów był szef wojsk lotniczych? Gazeta sugeruje, że generał mógł być pośrednikiem między załogą a oficjelami i, że wiedział, że lądowanie będzie najpewniej opóźnione. Czy mamy do czynienia zatem z kolejną hipotezą, która ma wskazać ciemnemu Polakowi, że śp. prezydent Kaczyński ustami bądź obecnością w kokpicie gen. Błasika wywierał presję na pilotach? E. Klich i R. Sikorski już powiedzieli o przykładzie stania za placami kogoś pracującego na komputerze, stania, które wywiera presję…
Jednym z argumentów, mających uwiarygodnić tezę, że dowódca wojsk lotniczych był pośrednikiem (w domyśle niektórych zapewne posłańcem lub nawet wysłannikiem piekieł), było to, że śp. gen. Błasik, aby dostać się do kabiny pilotów – musiał przejść przez salonkę prezydencką. Czyżby zatem wezwał go prezydent, który najpewniej uprzednio był w kabinie pilotów i jako pierwszy upierał się przy lądowaniu (czy to ta tajemnicza pierwsza osoba, która pojawiła się w kokpicie? – o czym wiemy już od kilku dni), aby przemówił do odwagi pilotów?
Niestety, większość przedstawicieli mediów, która upiera się przy błędzie pilotów oraz wywieranie nacisków przez wiadomo kogo – nie może lub nie chce dostrzec innego aspektu wizyty gen. Błasika w kokpicie. Nie jestem specem od lotnictwa, ale wydaje mi się, że dowodzący samolotem lecącym na włączonym autopilocie aż do 5 sekund przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę, przez niemal cały czas byli przekonani, że lecą dobrze. Coś musiało nie zadziałać, skoro tak długo autopilot był włączony. Być może piloci mieli błędne dane? Szwankował wysokościomierz? Bo przecież nie może być tak, że wszystko działało a samolot spadł z niewiadomych przyczyn, o czym pisała kilka dni temu Ufka: http://ufka.salon24.pl/184035,cholera-jednak-ktos-wyrwal-stery


Komentarze
Pokaż komentarze (2)