Na czym więc polega śmiertelność winy naszych prarodziców? Sama konsumpcja owocu to za mało. Bo nawet ten, kto zgrzeszy poprzez uznanie wyższości swojego prawodawstwa nad Bożym, może zawsze kornie schylić głowę i uznać swą winę... Adam i jego małżonka jednak tego nie zrobili. Zaczęły się oskarżenia.
Mnie się zawsze nasuwa jedno pytanie, kiedy Adam pokazuje paluchem na Ewę jako na winowajczynię tej sytuacji: po coś brał to jabłko? Proszę zwrócić uwagę, że w mowie uzasadniającej wyrok Bóg mówi wyraźnie, jakiego przestępstwa dopuścił się nasz praojciec: "Ponieważ posłuchałeś swej żony" [Rdz 3, 17]. Niesamowite! Fragment ten po pierwsze zamyka usta panom, którzy usilnie starają się obarczać kobiety odpowiedzialnością za karę wygnania z Raju, a po drugie dowodzi tej niezwykłej zależności, o której pisałam poprzednio: mężczyzna zawsze lezie za tym, co mu powie ukochana (a może zwodnicza?) kobieta... chyba że jest mądry i ma swój rozum. A takiego to, kurka wodna, ze świecą szukać.
Zwalanie winy na drugą osobę nie jest dla nas niczym niezwykłym. Jesteśmy z tym mocno oswojeni, bowiem ten zabieg daje złudzenie, że można łatwo uniknąć odpowiedzialności. Ale i tak jej nie unikniemy. I historia wygnania człowieka z Raju właśnie o tym mówi. Bóg już na samym początku kierowanego do człowieka Słowa wyraźnie pokazuje, że nie interesują Go nasze pokrętne tłumaczenia - każdy musi odpowiedzieć za swoje czyny. Proszę zwrócić uwagę, że Adam był w najbardziej komfortowej z możliwych sytuacji: miał wszystko, miał Boga "pod ręką", miał Szczęście i ukochaną kobietę... to nie był człowiek z historią o czarnych kartach. Dlaczego więc tak się spłoszył? Bowiem Stwórca, zabraniając nam jeść z drzewa poznania dobra i zła (a więc decydowania, co nimi jest, a co nie), chciał nas uchronić przed ogołoceniem... z Siebie. To koszmarne poczucie, że jest się gołym, bezsilnym, kompletnie słabym jest dla nas wyniszczające i to przed nim tak rozpaczliwie się bronimy, robiąc dokładnie odwrotną rzecz od tej, jaką powinniśmy uczynić, czyli z powrotem zwrócić się do Niego swą wolą i sercem. Bogacimy się (za wszelką moralną cenę), nienawidzimy, depczemy ludzi (pozornie) nam przeszkadzających, wiecznie się boimy, zazdrościmy, zamartwiamy o każdą pierdołę (tracąc nierzadko okazję do zajmowania się czymś ciekawszym). No i ten durnowaty Adam ze swą równie durnowatą Ewą dali susa w krzaki, bo się strasznie tej swojej małości zawstydzili, zobaczyli, że NIC nie mają poza wolą. I my się wstydzimy, złoszcząc się często nieświadomie, że tacy mizerni jesteśmy i że tylko Bóg może dać nam jakąkolwiek moc, ale nie jest to moc... po naszej myśli.
Ileż to razy Bóg mi mówi: "rób to i to", a mi oczy na wierzch wychodzą z wrażenia, że to przecież jakieś dziwne prośby. Ale jeszcze NIGDY się nie zawiodłam, nawet jeśli i inni pukali się w czoło. Oj, nawet dziś tak było. "Żle zrobiłaś" - mówi do mnie. A mnie tak serce i sumienie nakazało. Wytrzymałam atak pokus i ludzkiego gadania, żeby pojąć, że On wie, co mówi... A jak mówi "nie jedz tego jabłka!", to mam nie jeść i koniec.
Wracając do siedzących w krzakach - ciekawi mnie, dlaczego wybrali tę swoją małość, zamiast wrócić ze skruchą do Raju. Bywa przecież, że ludzie nabroją, zacietrzewią się i zaprą w oślim uporze... a jednak przychodzi refleksja i wracają. Otóż, cała niezwykłość ich czynu polegała na tym, że ich ta możliwość decydowania strasznie uwiodła, mimo tragicznych konsekwencji. Smak jabłka pozostał w ich ustach i przekazali go nam w spadku, razem z nieśmiertelnym brakiem zaufania do Stwórcy. Żądza decydowania o tym, co prawe, a co nie, jest bliźniaczą siostrą przekonania, że Bóg nie jest tym, Kim jest, czyli Miłością. Upychamy Go do ciasnych foremek naszych ludzkich wyobrażeń, dopasowując do nich, czyli najczęściej mierząc podług własnej miary. I tak Bóg jest oziębły i mściwy, niepamiętający o nas, knujący przeciwko nam... można długo wymieniać. Jakże wielką krzywdę sobie wyrządzamy! Czy też raczej nasze emocje...
Pisałam o "zarządzaniu emocjami", na co zwróciła uwagę Prowincjałka. Jest to jednak temat, który postaram się rozwinąć w oddzielnym wpisie. Przytoczę tylko cytat na dziś bł. Marceliny Darowskiej, który akurat świetnie mi pasuje:


Komentarze
Pokaż komentarze (8)