9 obserwujących
113 notek
72k odsłony
  216   0

Na skrzydłach "selfu"

Moją nową powieść, "Otwórz oczy, Marianno", można kupić na ALLEGRO i w sumie tylko tam. Nie zdecydowałam się - i pewnie nie zdecyduję - ani na żadną formę pośrednictwa, ani na "usługi" wydawnictw. Mam po temu przynajmniej trzy powody:

1. logika - pomimo że na rynku są moje trzy powieści (Porwana, Przebudzona, Wyzwolona), mam z tego tak nikły zarobek, że muszę pracować zawodowo, a z racji bardzo wysokich kosztów utrzymania (kredyt hipoteczny), nie może to być praca byle jaka, a moje zaangażowanie i czujność finansowa muszą być ponadprzeciętne. Więc, skoro i tak niewiele z tego mam, nie widzę powodu, by nie przejąć kwestii wydawniczo-dystrybucyjnych na siebie.

2. troska o zdrowie psychiczne - każdy, kto zna mnie osobiście, wie, ile nerwów kosztuje mnie kontakt z wydawcą; minione trzy lata to pasmo upokarzających wymian maili - głównie związanych z kwestiami finansowymi - i poczucie, że jestem tylko żywą maszyną do pisania, o której po wydaniu książki wcale się nie myśli, a jeśli już, to w kategoriach zła koniecznego. Moje życie jest wystarczająco trudne, żebym sobie sama jeszcze fundowała podobne "atrakcje".

3. potrzeba serca - doprawdy, mogę sprzedać zaledwie jedną książkę w miesiącu, a i tak odczuwam z tego powodu większą satysfakcję, o ile nie spełnienie. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale uważam, że serca trzeba słuchać. Koniec. Kropka.


Przed wydaniem Marianny byłam ostrzegana, że samodzielna publikacja może spotkać się z nieprzyjemnym odzewem. Uuu! Mało powiedziane. Zostałam dosłownie napadnięta, zbesztana, osaczona i co tylko możliwe. Pewne osoby żądają, bym się natychmiast wycofała z self-publishingu, bo to zrujnuje mi karierę (jaką "karierę", pytam się!), zniszczy mnie i  już nigdy nic nigdzie nie wydam. 

Szczerze - gdyby nie naciski moich Czytelników, zaprzestałabym publikowania w ogóle (tu szczególne ukłony do Teresy, która wręcz zmusiła mnie do podjęcia się tego wysiłku, czego wcale nie żałuję). Potrzebuję, nie ukrywam, poczucia, że to, co robię, jest chciane, a tego nie dostałam od wydawnictwa. Potrzebuję więzi z Czytelnikiem, świadomości, że moje myśli są gdzieś tam odbierane i rozumiane. "Self" zburzył niewidzialny mur między mną, a odbiorcą, pozwolił polecieć znacznie wyżej. 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura