Blog
U Pana Boga na przyzbie
rozanystok
rozanystok SALEZJAŃSKI OŚRODEK WYCHOWAWCZ
25 obserwujących 119 notek 67702 odsłony
rozanystok, 29 czerwca 2017 r.

Autokar księdza Andrzeja

Dlatego nosi nazwę Różanystok
Dlatego nosi nazwę Różanystok


Autokar stoi sobie skromnie na parkingu pomiędzy bazyliką i bursą.

Jest biały, nieduży (po dokładnym przyjrzeniu się zauważam, że zabiera 34 pasażerów) i trochę sfatygowany.

Napis na nim informuje, że przeżył a raczej przejeździł swoje w Linzu, ale nie tym austriackim, nad Dunajem, a zachodnioniemieckim, nad Renem.
Cóż – to rzeka i to rzeka, jedna wielka i druga ogromna.

Ileż takich, używanych autokarów widzieliśmy w Polsce jeszcze niedawno, gdy nasi przewoźnicy wymieniali swój tabor z siermiężnych Ikarusów na pojazdy importowane z Zachodu?

Autokar księdza Andrzeja jest dzielny – odległość 780 km z Korostyszowa do Różanegostoku przejechał w 18 godzin.

Fachowe kalkulatory informują, że tę trasę przejeżdża się w 10 i pół godziny.

No tak, ale nie 11 czerwca 2017 roku.

Autokar księdza Andrzeja jest w najlepszym tego słowa znaczeniu jeśli nie ekumeniczny, to z pewnością dwuwyznaniowy, bo ok. połowa dziewcząt i chłopców jest katolikami, a połowa – prawosławna.

Nic w tym dziwnego, skoro do prowadzonego w Korostyszowie przez księdza Andrzeja, salezjanina, oratorium mają też wstęp prawosławni.

Autokar księdza Andrzeja brzmi młodymi, nastoletnimi głosami, a brzmi po ukraińsku a czasami tzw surżykiem, czyli mieszaniną ukraińskiego i rosyjskiego.

Bo ten autokar przyjechał z Ukrainy, a dokładniej z położonego pomiędzy Żytomierzem i Kijowem niewielkiego a starego miasteczka Korostyszów.

Niby niedaleko (w linii prostej 588km), a z pewnością nie na tyle daleko, by podroż trwała 18 godzin. Ale tak to z tymi granicami bywa, tym bardziej, że przyjazd na nasz Festiwal miał miejsce w dniu zniesienia przez Unię Europejską obowiązku wizowego dla obywateli Ukrainy, co spowodowało rzecz jasna wzmożony ruch na granicy z Polską.

18 godzin – nie w kij dmuchał. Gdyby choć można było w autokarze wyciągnąć wygodnie nogi, rozłożyć się na wolnym siedzeniu obok, byłoby łatwiej.

Ale nic z tego – w autokarze wszystkie 34 miejsca są zajęte. Co do jednego. Bo wyjazd do Różanegostoku na Festiwal jest atrakcją.

No, na szczęście na tych 34 miejscach siedzą w ogromnej większości dzieci i młodzież, a więc osoby mniej przestrzeni zajmujące, toteż i ta ciasnota powinna być dolegliwa mniej i daj Boże, że taka jest.

Mogę chyba w tym miejscu napisać, że autokar księdza Andrzeja jest też cierpliwy, co w dzisiejszych, niecierpliwych i rozpędzonych czasach jest cnotą.

Autokar księdza Andrzeja jest uśmiechnięty – młodzież z Korostyszowa, po odsapnięciu po podroży i szybkim oswojeniu się z topografią rozległego przecież, różanostockiego kompleksu, rzuciła się w Festiwalowy wir.

Od razu zauważyłem ich liczną obecność na warsztacie teatralnym, prowadzonym po dwuletniej przerwie przez naszych starych znajomych ze znakomitego, maszewskiego teatru Krzyk.

Banalne stwierdzenie, że komunikacja z młodzieżą z Polski nie stanowi problemu jest prawdziwe – wielu gości z Korostyszowa rozumie po polsku, a niektórzy próbują mówić.

A jeśli potrzeba, to ksiądz Andrzej, rodowity lwowiak, bezbłędną polszczyzną objaśnia i tłumaczy.

Rezolutna pannica mówi mi o polskiej babci, inna nosi dumnie dresową, biało-czerwoną bluzę z napisem Polska na plecach i białym orłem na piesiach.

Dlatego improwizowana, wymyślana na poczekaniu scenka w wykonaniu młodzieży z Polski i Ukrainy rozwija się, wręcz rośnie od rzucanych podczas dwujęzycznej burzy mózgów pomysłów, aż ku efektownemu finałowi.

Trochę chyba też pomogła obecność grupy równolatków z Grodna, którzy z racji bliskości granicy są z Polską oswojeni.


Autokar księdza Andrzeja jest roztańczony.
Na cowieczornych koncertach w wykonaniu zaproszonych jak co roku bardzo ciekawych zespołów, młodzież tańczy, bawiąc się lepiej niż na dyskotekach, na których króluje łomot muzyki (jeśli to w ogóle jest muzyka) elektronicznej.

Furorę zrobili Węgrzy z zespołu Buda Folk, którzy porwali młodzieżową publiczność, choć grali na takich wydawałoby się nieatrakcyjnych, bo tradycyjnych instrumentach, jak skrzypce.

Po zakontraktowanym koncercie i po kolacji, Węgrzy siedli sobie na schodach barokowego, dawnego dominikańskiego klasztoru, który dziś pełni funkcje Domu Pielgrzyma i dali dodatkowy, tym razem już zupełnie darmowy megakoncert, trwający prawie do białego rana. Bo to prawdziwi Artyści są, których granie i śpiewanie po prostu cieszy.



https://isokolka.eu/dabrowa-bialostocka/20881-festiwal-bez-granic-mlodziez-baweila-sie-swietnie-na-finalowym-koncercie-wideo-foto


***

Wieczór.
Jasno, bo słońce zachodzi po 21, ale wokół autokaru księdza Andrzeja ruch.
Autokar księdza Andrzeja jest chyba troszkę smutny.
Nasi goście zbierają się do powrotu.
Pakują bagaże.

Mam nadzieję, że są one większe, niż w drodze na Festiwal – bo młodzież z Korostyszowa zabiera ze sobą też solidną porcje wspomnień, doznań, nowych skojarzeń, wzruszeń i nawiązanych znajomości.


Kiedy, szanowni Czytelnicy, zdarzy się Wam zobaczyć gdzieś taki starszawy autokar na ukraińskiej czy białoruskiej rejestracji, pomyślcie sobie, że ci, jak to się u nas mówi „ruscy”, to mogą być właśnie tacy młodzi ludzie z małego, położonego gdzieś na wschodzie miasteczka, dla których przyjazd do Polski to jest nie tylko wycieczka, ale i ważne wydarzenie.

#salezjanie #Różanystok #Korostyszów #św. Jan Bosko #Festiwal Młodzieży Bez Granic

Opublikowano: 29.06.2017 20:20.
Autor: rozanystok
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

DUCHOWI SYNOWIE ŚW. JANA BOSKO - OJCA I NAUCZYCIELA MŁODZIEŻY

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • O, to wspaniale. W Czerwińsku odbyło się to kameralnie i w pewnym sensie tradycyjnie, wokół...
  • no tak bywa - ale jakoś się spotkaliśmy :-) życzenia złożymy po 3 notce (bo będą jeszcze 2!)
  • @myślę Klimaty wielu dzieciństw :-) Mamy taką (kolejną) chwilę w dziejach, gdy piękno...

Tematy w dziale