Już mi się wydawało, że PiS wyciągnęło wnioski z wyborczej porażki, nie jakieś daleko idące wnioski, ale jakiekolwiek wnioski, myliłem się. Po wyborach dało się zauważyć, iż „klasa” polityczna powoli dryfuje w stronę bardzo szeroko pojmowanej kultury języka i stosowania aparatu mowy do celów innych niż plucie. Takie też były zapowiedzi powyborczego PiS, które za cle obrało ekspansję na nowe połacie elektoratu.
Dziś premier Jarosław Kaczyński udowodnił, że żadne zabiegi marketingowe go nie zmienią. Na konferencji prasowej tak oto odpowiedział na pytanie dziennikarza RMF FM czy podpisał dokument nakazujący zagłuszanie telefonów okupujących KPRM pielęgniarek:„o Proszę, by niemieckie radia nie prowadziły w Polsce kampanii, która ma odsuwać uwagę od bieżących problemów. To niedobre zjawisko, sprzeczne z przepisami UE. Różne radia, ze sprawy całkowicie nieważnej robią sprawę ważną”.
(Chwila zadumy).
Premier Kaczyński chyba nie do końca odkrył źródła październikowej porażki. Wydaje się wręcz, że analiza jaką przeprowadził szef PiS była fundamentalnie wadliwa, o czym niezbicie świadczy powyższa wypowiedź. Jej treść jest tak dalece oderwana od rzeczywistości, iż większość komentarzy ma charakter wręcz humorystyczny. Ex premier musi przecież zdawać sobie sprawę, iż właśnie retoryka wojaka przebywającego od dłuższego czasu o głodzie i chodzie – w okopach, była jedną z ważniejszych przyczyn utraty zaufania społecznego jego formacji. Przewodniczący Kaczyński takimi wynurzeniami strzela sobie w stopę, a ponieważ był, jest i będzie politycznie utożsamiany z bratem, to i w jego stopę również.
Ludwik Dorn na swym blogu napisał: „jestem politycznym zerem”. Jeżeli retorykę PiS będą cechowały treści nasączone podobnym stężeniem absurdu, to po kolejnych wyborach wielu członków tego ugrupowania będzie mogło je cytować w głos przy okazji spotkań wspominkowych.
Inne tematy w dziale Polityka