Zwykle kiedy mówimy o koniecznych reformach mamy na myśli finanse publiczne, służbę zdrowia, administrację publiczną, podatki. To faktycznie katalog najistotniejszych obszarów działania rządu. O ile o podatku liniowym mówi się dużo - część publiczności nawet wie, co to jest - o tyle o kodeksie pracy na forum wspomina się rzadziej, rzadko albo wcale.
Jak wiemy dla przedsiębiorców nie tylko wysokość podatków ma kardynalne znaczenie, przepisy wiążące ręce pracodawco również. Dziw bierze, że w 2008 roku obowiązuje w naszym porządku prawnym kodeks właściwy krajom socjalistycznym. Jeżeli zaś powiążemy pojęcie „reforma" z tytułem aktu normatywnego „kodeks pracy" wychodzi zupełnie nienowe pojęcie - deregulacja. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ten sowiecki relikt odesłać w niebyt, a sytuacje pracodawcy i pracobiorcy inkorporować w pełni do systemu prawa cywilnego. Łączący obie strony stosunek prawny winien być wypełni kształtowany swobodnie, tak jak strony się umówią. Sztuczne ograniczenia ustawowe spowalniają rozwój gospodarki i są doskonałą paszą związków zawodowych - pasożytniczych struktur nierobów. Oczywiście nie jest to proces łatwy, ale ze wszech miar konieczny. Łatwość nawiązywania i rozwiązywania umów cywilnych musi być oceniana jednoznacznie jako zaleta tego pomysłu. Jeżeli w pakiecie zdetonowano by ustawę o związkach zawodowych oraz zmieniono by strukturę nadzoru państwowego nad pracodawcami, wówczas moglibyśmy mówić o reformie.
Zdaję sobie sprawę, iż w czasach pragmatyzmu wyborczego próżno czekać, by znalazł się ktoś kto powiedziałby coś pozytywnego o tym pomyśle. Perspektywa porażki w wyborach jest skutecznym antidotum na rozumną i odważną politykę rządów. A lud wciąż łaknie ochłapów z państwowego stołu, a z socjalizmu trudniej wyleczyć niż z AIDS.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka