Po czterech latach od wygranych wyborów parlamentarnych prezes PiS Jarosław Kaczyński jest na dnie. Ingerencja Kaczyńskiego w prywatne życie jego byłego przyjaciela Ludwika Dorna unaoczniła chyba wszystkim, jakim człowiekiem jest prezes PiS. Małość, radykalizm, pycha, buta, makiawelizm, egocentryzm niespotykanych rozmiarów, to cechy charakteryzujące obecnie Jarosława Kaczyńskiego.
Sen Jarosława Kaczyńskiego o IV RP straciła ostatnie, moralne podstawy. Wystarczy sobie wyobrazić instrumenty inwigilacji obywateli, jakie mogłyby służyć do umoralniania społeczeństwa. Wystarczy pomyśleć o tym, jaki typ psychologiczny mógłby konstruować normy moralne, które byłby narzucane społeczeństwu, jako jedyne właściwe. Jeżeli prywatne życie przyjaciela okazało się dla Jarosława Kaczyńskiego niewiele warte, to ile warta była by nasza prywatność? Pewnie niewiele, dla osiągnięcia celu strategicznego Jarosław Kaczyński mógłby zrezygnować z przestrzegania naszych praw i wolności. Oczywiście dla dobra Polski.
Sytuacja ta ukazuje również, jakim człowiekiem miałby być nowy obywatel IV RP. W nowym pięknym państwie pełnym organów bezpieczeństwa wewnętrznego, obywatel miałby być zastraszonym donosicielem, machającym chorągiewką, kiedy władza pozwoli. Niestety - dal śniącego - sen się nie spełnił, pozostał brudną fantasmagorią, mentalnie wyniszczającą nocną polucją frustracji. Niespełnienie czy raczej nienasycenie Prezesa PiS objawiła się izolowaniem się, co raz ostrzejszą retoryką okraszaną mocnymi inwektywami skierowanymi do swoich ludzi. Jeżeli skleimy te stany psychiczne z ciosem przegranych wyborów z poprzedniego roku, wówczas możemy uzmysłowić sobie skalę poczucia bezradności i braku możliwości kreowania rzeczywistości, a przecież Jarosław Kaczyński jest do tego stworzony.
Agresja wobec Dorna to demonstracja siły, której już nie ma. Paweł Zalewski tak oto skomentował zachowanie swego byłego szefa: „Lider największego opozycyjnego stał się człowiekiem bez skrupułów i prowadzi politykę, w której nie ma żadnych zasad" i dalej: „Jarosław Kaczyński psuje obyczaje polityczne i reguły współżycia. Sięgnął po coś, co jest najbardziej podłe: w sposób oszczerczy wykorzystał sprawy prywatne w walce politycznej" (...) „Boję się, że Kaczyński stał się człowiekiem, który nie ma zasad i żadnych skrupułów. Poczuł się, jak ktoś, kto może dyktować standardy. Ta bardzo niekorzystna zmiana nastąpiła u niego w 2005 r., kiedy jego partia wygrała, a brat został prezydentem".
Czy w PiS jest jeszcze taka liczba ślepców, która pozwoli nadal brnąć partii ku przepaści? Sądzę, że tak, pozostali nic nie zrobią, ponieważ bez ich Napoleona nie ma ich Imperium. Konsekwencją trwania partii w obecnej konstrukcji musi doprowadzić do jej upadku i wcale nie jest to kwestia lat. Raz kolejny niezaspokojone ambicje, chorobliwe żądze, nadaktywny mistycyzm sprawią, iż pseudo prawica legnie w gruzach. Może w końcu na powstałym w tym procesie nawozie powstanie w Polsce mocna liberalna chadecja, w której cenić się będzie intelekt, a nie prostackie poddaństwo.
PiS już nie istniej, tylko jeszcze o tym nie wie.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Polityka