Ja jestem chory na zapalenie płuc i może moje postrzeganie rzeczywistości i komunikowanie swych spostrzeżeń jest kulawe, ale jak patrzyłem w swój telewizor odniosłem nieodparte przekonanie graniczące z pewnością, że po kolacji jeden z polskich polityków był lekko wcięty (filipiński, winny, na bańce).
Być może to moje - spowodowane chorobą - wrażenie, ale uciechy i wężowość lingwistyczna była „porażająca". W sensie ścisłym ma to takie znaczenie, że picie na eskapadach zagranicznych miało się zakończyć, a to które było powszechnie oceniano negatywnie.
Być może moja percepcja jest otępiała, ale jeżeli polski polityk przesadził z winem to winno się spotkać z adekwatną reakcją zarówno jego popleczników jak i społeczeństwa.
Piłeś nie leć!
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka