Ot, trzysetny wpis na Salonie24.pl. W porównaniu z innymi blogreami to niewiele, ale dla mnie to jakiś mały, aczkolwiek znaczący jubileusz. Moje wpisywanie na salonie rozpocząłem 18.10.2006 roku, a zatem to już ponad dwa lata. Czy to dobry moment na jakieś podsumowanie? Raczej nie, ale na kilka ogólny refleksji sobie pozwolę.
Jeszcze w 2006 roku (słownie: dwa tysiące szóstym, a nie - jak mawia większość - dwutysięcznym szóstym) zwycięstwo moralnej rewolucji zdawało się być nieuchronne, a tym czasem, po tzw. IV RP pozostały hasła i nie zawsze miłe wspomnienia. Przywódca PiS Jarosław Kaczyński nie stał się nowym Piłsudskim, a jego metody sprawowania władzy doprowadziły go wprost do przegranych wyborów parlamentarnych i utraty władzy. Epatowanie patriotyzmem miało się nijak do dzielenia rodaków i ich klasyfikowania w oparciu o stare dobre kryteria. Lud, jak się okazało, wcale nie chciał takiej moralnej odnowy, jaka zaproponował Jarosław Kaczyński. Nie znaczy to oczywiście, iż globalna analiza patologii drążących nasze państwo nie miała wielu słusznych punktów, ale czym innym jest diagnoza choroby a czy innym wiedza jak ją wyleczyć. Tego drugiego zdecydowanie zabrakło, a mała wojna polsko - polska prawie nikomu się nie podobała. Nachalne szukanie i nieudolne ukazywanie pajęczyny układów ośmieszyło wiele słusznych postulatów, wyrzucając rewolucje na mielizny pustosłowia. IV RP to był projekt, aż projekt i tylko projekt. Projekt ów nie został zrealizowany.
Do władzy dumnie doszlusowała PO na czele z Donaldem Tuskiem, który obiecywał nam cuda. Teraz wiem, iż projektów ustaw nie było, po prostu PO była owładnięta walką z PiS i na tworzenie projektów ustaw zabrakło czasu. To jednak domena większości byłych rządów. Jak zwykle program wyborczy zwycięskiej partii okazał się jedynie doktrynalnym programem, a to o wiele za mało. Jeżeli dodamy do tego prezydencką kampanię wyborczą, która już na dobre wystartowała, to mamy obraz - bardzo ogólny obraz - naszego państwa tu i teraz.
Oczywiście to karygodny skrót, ale to tylko wpis.
Mnie jednak najbardziej boli i niepokoi, poziom dyskursu o prawie i naganne posługiwanie się prawem. Nie możemy dziś mówić o flanadyzacji prawa, możemy natomiast mówić o nieznajomości połączonej z prostacką butą i pieniactwem. Studenci wyśmiewają „ znakomitości" polskiej polityki, błaźniące się w telewizyjnych audycjach bez jakiejkolwiek żenady. A przecież jeszcze nie tak dawno człowiek, który nie miał pojęcia, o czym mówi narażony był przynajmniej na wstyd. Dziś chyba już tak nie jest. Ja jednak mam nadzieję, iż powoli będziemy wyrzucać z życia publicznego ludzi, którzy potrafią tylko gadać i to wyłącznie od rzeczy.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka