Poseł Grzegorczyk - pijany, posłanka Kruk - pijana, Prezydent RP Kwaśniewski - pijany. Cała trójka znalazła się w mediach ze względu na pijaństwo. Picie jednak piciu nie równe, a i pijący różnią się.
Pani poseł Kruk była zawiana w trakcie wypełniania ustawowych obowiązków w budynku Sejmu. Trudno znaleźć usprawiedliwienie dla takiego zachowania. Zrzucanie odpowiedzialność na dziennikarzy w tej konkretnej sprawie to obraza dla myślącego człowieka. Wypowiedzi marginalizujące karygodność takiego zachowania musi budzić zdziwienie zwykłego pracownika, zwykłej firmy. On, bowiem przychodząc do pracy na „bani" musiałby się liczyć z bardzo poważnymi sankcjami, nie wyłączając dyscyplinarnego zwolnienia. Poseł może spać spokojnie, grozi mu w najgorszym przypadku nagana. Pokazywanie takich wyskoków jest jak najbardziej pożądane. Wyborca ma prawo wiedzieć, czy jego przedstawiciel pracuje, jak pracuje i czy pracuje trzeźwy.
Pan poseł Grzegorek został ewidentnie znokautowany przez zjednoczone siły grawitacji. Widok straszny, nie bardzo wiedziałbym czy ów umarł, czy inna okropna choroba doprowadziła go do takiego stanu, gdyby nie podpis pod zdjęciami. Poseł winien dobry przykład dawać, więc należy jednoznacznie jego zachowanie potępić. Picie w hotelu sejmowym, to jednak nie to samo, co picie w Sejmie w czasie posiedzenia. Po pracy picie nie jest zabronione. Tym nie mniej, nie wyobrażam sobie wykładowcy, który doprowadza się do takiego stanu w akademiku uniwersytetu, w którym pracuje. To nie to samo, ale wymogi etyczne powinny być również brane pod uwagę. Dziennikarze nie posunęli się za daleko i w tym przypadku. Pamiętać jednak należy, iż ci co dziś świetnych zgrywają, nie tak dawno śpiewali na dwanaście głosów pieśń religijną: „ Oto jest dzień, który dał nam pan".
Dwa powyższe przykłady to jednak wydarzenia lokalne. Występy Prezydenta Kwaśniewskiego to zupełnie inny ciężar gatunkowy. Patrząc na wyczyny pana Prezydenta czułem realny wstyd i zażenowanie. Człowiek reprezentujący cały naród stał nad grobami swych rodaków kompletnie pijany - oddając cześć ich pamięci. Niewybaczalne. Media wówczas, musiały się zastanowić czy upubliczniać pozyskaną wiedzę czy nie.
I na koniec, przykład ministra Drzewieckiego. Pojechał na urlop do Kalifornii, zatrzymała go policja, jak się okazało oddalono zarzuty, czyli się sprawa zakończyła uniewinnieniem. Nie był w pracy, nie leżał na ulicy, więc o co chodzi? Moim zdaniem dziennikarze złamali granicę i wkroczyli w zupełnie prywatne życie ministra. Jeżeli mówimy, iż poprzednie przykłady ukazywały naruszanie norm etycznych i stanowionych, taki zarzut Drzewieckiemu stawiać próżno.
Czym innym jest dbałość o jakość życia publicznego, a czym innym niszczenie życia prywatnego.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Polityka