PIS BEZ KRZYŻA ZGINIE…
Miniony tydzień spędziłem we Vrbovie na Słowacji. Jest to malutka miejscowość u podnóża Wysokich Tatr. Niby nic specjalnego, a ludziska, zwłaszcza Polacy, zmierzają tam tłumnie. Dominują mieszkańcy Małopolski i Śląska. Im najbliżej. A jest tam po co jeździć. Natura obdarzyła ten ubogi skrawek Słowacji źródłami gorącej, bogatej w siarkę , wody. Cały ośrodek po ostatnich przebudowach i modernizacjach stał się atrakcyjnym miejscem spędzania krótkich wypoczynkowo – rekreacyjnych pobytów. Oprócz kilku basenów z gorąca wodą nie ma tam niczego więcej. Z konieczności zatem siedzi człowiek w tej wodzie po kilka godzin dziennie i słucha co sąsiedzi po prawej czy lewej twojej ręce mają do powiedzenia.
Generalnie staram się omijać jakichkolwiek nowych znajomości. Spędziłem na emigracji kilkanaście lat i wiem czego można się spodziewać i oczekiwać. Rodacy, kiedy tylko przekroczą granice , zaczynają przybierać różne pozy. Każda jednak rozmowa wcześniej czy później kończy się wymądrzaniem na temat polityki. Dla mnie każdy taki wyjazd to okazja , by choć na chwilę o polityce zapomnieć. Jest to o tyle łatwe, że dostępne są tylko dwa programy telewizyjne polskie : TVP Polonia i TV Puls. Dzięki Polonii dwa razy obejrzałem dziennik o 19.30. Wiedziałem zatem, że demonstracja młodzieży przeciwko krzyżowi na Krakowskim Przedmieściu zgromadziła wielotysięczny tłum, który stanął naprzeciw garstki zaślepionych fanatyków. Drugie wydarzenie, robiące wyraźne na Polakach tam przebywających wrażenie, dotyczyło naturalnie meczu polskich piłkarzy przeciwko Kamerunowi. Z ilości pojedynczych słów wyłapywanych przeze mnie w potoku wypowiedzi Polaków, te dotyczące meczu chyba znacznie przewyższały swoją częstotliwością i barwnością używanych przymiotników niż odnoszące się do „walki” o warszawski krzyż.
Zatem od polityki udało mi się odciąć przez kilka kolejnych dni. Ale nie całkiem. Najpierw ktoś ze znajomych zadzwonił, że Pani Pszon z opolskiej GW usiłuje wmanipulować naszą PO w awanturę z kościołem katolickim. Dowodem na to miał być wywiad i pytania jakie dziennikarka GW postawiła liderowi opolskiej PO Leszkowi Korzeniowskiemu. Nie podejmowałem dyskusji, bo tekstu nie znałem. Jednak pewien niepokoju w mojej wyobraźni się pojawił.
Do Praszki wróciłem w sobotę. Po załatwieniu najpilniejszych spraw zasiadłem do komputera. Ucieszyłem się z opisu działań służb porządkowych wokół krzyża. A już wiadomość, że wśród „obrońców” krzyża godzących się na siłowe ich usuwanie znalazł się człowiek poszukiwany policyjnym listem gończym, wprawiła mnie w osłupienie. W tej chwili ta informacja powinna zastępować wszelkie komentarze na ten temat. Tak może by i się działo wszędzie, ale nie w Polsce. U nas cały sobotni wieczór dyskutowano o akcji. Usiłowano przewidzieć co będzie dalej. Zastanawiano się czy koczownicy wrócą pod krzyż, czy tez krzyż zniknie z Krakowskiego Przedmieścia? By ktoś przypadkiem nie próbował tematu istotnego – oczywiście - dla NARODU lekceważyć, pomijać, głos zabrał najbardziej zainteresowany, chyba autorytet dla koczujących pod krzyżem, przywódca „potężnej” partii opozycyjnej, Jarosław. Wydał on oświadczenie. Najpierw wsłuchiwałem się w jego treść odczytywaną w pośpiechu przez prowadzącą Fakty po Faktach dziennikarkę TVN. Słuchając myślałem, że to żart, że to jakaś spisana w pospiechu odezwa kółka różańcowego w wiejskiej parafii w okolicach granicy z Białorusią.
Cierpliwie czekałem na oryginały tego dokumentu w Internecie. Czytam i nadal nie wierzę, iż jest to tekst napisany przez byłego premiera mojego kraju, przez wodza partii, której lider chciał zostać moim prezydentem, przez człowieka o którym niektórzy nawet powiadają, że to mąż stanu. Dla porównania wygrzebałem z szuflad swego archiwum ulotki, jakie jako student, roznosiłem podczas wydarzeń marcowych w 1968 roku w Krakowie. Spisane przez nas, studentów, także w pośpiechu, często ręcznie przepisywane przez kalkę, są bardziej zrozumiałe i przystępne. Najważniejsze iż znajdujące się na nich hasła oddawały tamtą rzeczywistość. Próbowanie porównywania obecnej sytuacji z warszawskim krzyżem do metod z czasów PRL jest zamazywaniem historii, oszukiwaniem tych którzy tamtych lat nie pamiętają. Wreszcie pytam po raz już kolejny: kto kiedy, i gdzie zapowiadał i obiecywał, że tam gdzie stoi dzisiaj krzyż ma stanąć pomnik? O pomniku słyszymy od kilku dni i to z ust wodza. On chciałby , żeby to był pomnik. On wzywa, by powołać komitet budowy pomnika? Ale tego nikt nie obiecywał. Na początku miało być upamiętnienie tablicą. Potem Romaszewski wspomniał o cokole. Teraz mówi się już tylko o pomniku. Wkrótce zobaczymy plany mauzoleum. W czyim imieniu? W imieniu tej garstki koczowników z brudnymi reklamówkami i w towarzystwie przestępców poszukiwanych przez policję listami gończymi? A może czyni to w imieniu tych kilku tysięcy młodych ludzi, którzy na wezwanie niezaangażowanego politycznie młodego człowieka zdecydowali się przyjść o północy, by zamanifestować swoje niezadowolenie właśnie z powodu tego krzyża? Co to za wódz dla którego liczy się garstka otumanionych fanatyków, a który zieje nienawiścią do milionów, którzy oburzają się na jego pomysły i zachciewajki?
Tak rozmyślając sięgnąłem do zaległej lektury. Szczególnie interesowały mnie rozmowy Pani Pszon. Najpierw z Leszkiem Korzeniowskim. Tak. Jestem za konsekwentnym przestrzeganiem postanowień konkordatu. Konkordat określa wzajemne relacje państwo – Kościół. W kilku punktach linie tego podziału są zbyt mało wyraźne i kto wie czy nie nadszedł właśnie czas, by dostosować ich zapisy do wymogów czasu teraźniejszego.
Zdumiała mnie natomiast rozmowa z szefem opolskiego PiS Sławomirem Kłosowskim. Zdumiała, bo nigdy bym nie przypuszczał, że człowiek, który był jednym z wiceministrów w rządzie Jarosława i jako taki miał wpływ na kształt systemu edukacyjnego w Polsce, jako były nauczyciel i kurator, jest w stanie w publicznej dyskusji tak bardzo samego siebie zdyskredytować. Toż to kompromitacja. On słowami zaklina rzeczywistość. Niemal cały życiorys prezydenta Komorowskiego związany z kościołem, z formacjami kościelnymi. Cała czołówka PO, liderzy regionalnych, powiatowych i gminnych struktur – generalnie praktykujący katolicy, a przegrany krzykacz, politykier, nieumiejący sklecić poprawnie kilku zdań z których wynikałaby jakaś prawda, publicznie twierdzi, że PO to partia antyklerykalna, antykościelna.
Wywiad Kłosowskiego, odezwa wodza Jarosława, wypowiedzi Brudzińskiego itd., itp. To nie przypadki. To fanatycy podobni do znanych światu z historii . Groźni, niebezpieczni, zaślepieni gotowi dla władzy niszczyć znajomych, przyjaciół , wiernych ich idei /Poncyliusz, Kluzik- Rostkowska/, gotowi wzniecać pożary i stawiać na szalę swoich kaprysów nawet własny kraj. /koalicja z LPR i Samoobroną/ To groźne !
Ktoś, niedawno przyznał mi się, iż obawia się, że liberałowie zniszczą kraj. Poprosiłem, by osoba ta – dobrze wykształcona- podała 3 nazwiska liberałów, którzy poprzez wiarę w liberalizm doprowadzili do wojny, głodu , masowej dyskryminacji, planowej zagłady. Zastanawiała się przez chwilę i nie znalazła żadnego nazwiska. Zapytałem więc o fanatyków religijnych, politycznych których celem była władza, dominacja, którzy zapewniali, że tylko oni są w stanie zapewnić równość, dobrobyt i szczęście. Zaczęła wymieniać te nazwiska bez dłuższego zastanawiania się. Po chwili zauważyłem przerażenie na twarzy.
JEST SIĘ CZEGO BAĆ . PIS BEZ KRZYŻA ZNIKNIE – powiedziałem nieśmiało na odchodnym.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)