Jedną z ostatnich rozrywek naszych mediów jest zabawa w „kto założy partię?”. Według dziennikarzy nasza scena polityczna może wkrótce wyglądać zupełnie inaczej. Nowe partie powstaną na prawicy (Marcinkiewicz i Rokita), w centrum (Olechowski) i na lewicy (Kwaśniewski).
To jednak tylko zabawa. Bo mówiąc poważnie – żadna nowe ugrupowanie polityczne nie zostanie utworzone. Znaczy owszem, zakładać partię, to sobie każdy może. Tylko po co? Wymienieni wyżej politycy są jak sądzę na tyle inteligentni i doświadczeni, że wiedzą jakie są szanse przetrwania nowej organizacji. Otóż szanse są żadne.
To już nie są pionierskie lata dziewięćdziesiąte. W ciągu ostatnich kilku lat, od czasu powstania PO i PiS nasza polityka uległa znacznej profesjonalizacji. Wiem, słowo „profesjonalizm” śmiesznie brzmi w kontekście polskiej sceny politycznej. Jednak tak jest w istocie.
Partie obecnie przypominają wielkie korporacje, zatrudniające całe sztaby ludzi do różnych zadań. Potrzebują wielkich biur i eleganckich sal konferencyjnych. Organizują wielkie wiece w amerykańskim stylu (vide ostatnie kampanie wyborcze) i kręcą nowoczesne reklamówki.
By mieć to wszystko partia potrzebuje pieniędzy. Z budżetu, składek członkowskich oraz innych mniej lub bardziej podejrzanych źródeł. Największe ugrupowania dysponują milionami złotych i dzięki nim właśnie utrzymują się na fali.
Jeszcze kilka lat temu aż tak wielkie pieniądze nie były konieczne. Ale kraj się po prostu rozwija. Wszystko ulega profesjonalizacji, to i prowadzenie polityki również. Ponadto drożeją reklamy, a liczba mediów do których trzeba dotrzeć znacznie się zwiększa. Ogromnie zwiększa się też cena lokalów w centrach polskich miast. A kogo nie stać na biuro w centrum, ten nie istnieje.
Doskonale widać to na przykładzie SDPL. Odłączyli się od SLD w najlepszym momencie, zdobyli w pierwszych sondażach kilka procent poparcia i co? I nic. Teraz praktycznie nie istnieją. SLD wygrało z partią Borowskiego rywalizację na lewicy. Względy finansowe miały w tej walce decydujące znaczenie (tak twierdzą sami politycy). Cóż, że SDPL może i miało jakiś program oraz zdolnych do jego wykonania ludzi, jeśli cała kasa i biura zostały w rękach SLD? SDPL nie było stać dosłownie na nic, a większość wysiłków jej działacze musieli wkładać w zapewnienie swej partii organizacyjnego przetrwania.
Przypadek SDPL był uważnie śledzony, nie tylko przez polityków lewicy. Stało się jasne, iż w XXI wieku do prowadzenia polityki nie wystarczy tylko zapał i początkowe wysokie poparcie w sondażach opinii publicznej. Przede wszystkim trzeba pieniędzy i to ogromnych. A te nie jest prosto zdobyć. Bywa nieco łatwiej, gdy partia jest popularna. Ale popularności nie można utrzymać bez pieniędzy. I kółko się zamyka.
Politycy rozumieją jak wygląda sytuacja. Dlatego nikt nie pali się, jakby tego pragnęli dziennikarze, do zakładania nowych ugrupowań. Raczej skoncentrują się na walce wewnętrznej, jak to ma miejsce w PO, by opanować już istniejące zasoby. Tak więc z nowych partii będziemy mieli tylko Partię Kobiet.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)