Nie uważam się za specjalistę od broni, zwłaszcza dlatego, iż spotykam czasem prawdziwych ekspertów w tej dziedzinie. Nie ukrywam jednak, że trochę (a w zasadzie to bardzo) mnie irytuje ciągłe mylenie pistoletów z rewolwerami, które obserwujemy przy okazji medialnego szumu związanego z samobójstwem Barbary Blidy. W pomyłkach przodują dziennikarze, lecz i na Salonie24 dostrzegłem pewne nieporozumienia wynikającego z nie odróżniania rodzajów broni. Tymczasem w tej delikatnej sprawie każdy szczegół ma znaczenie.
Na przykład dziś wszyscy zastanawiają się jak to możliwe, że „Blida zdążyła odbezpieczyć pistolet”. Rzecz w tym, że rewolweru nie trzeba odbezpieczać. Jest to broń powtarzalna, w odróżnieniu od samopowtarzalnego pistoletu. Zdarzają się wprawdzie modele rewolwerów posiadające bezpieczniki, lecz Astra (ten sam rodzaj broni z jakiej zginął Sekuła), z którego strzelała Blida do nich nie należy.
W przypadku rewolweru istnieje o wiele mniejsze prawdopodobieństwo
samorzutnego wypalenia. Jest to związane z konstrukcją broni. Spłonka jest odpalana przy pomocy kurka, a ten jest naciągany podczas naciskania spustu. Tak więc naładowany rewolwer może całkiem spokojnie leżeć, na przykład w łazienkowej szafce. A jego użycie ogranicza się tylko do naciśnięcia spustu.
Barbara Blida potrzebowała dosłownie kilku sekund. Sięgnęła ręka i była martwa. Taka jest różnica między rewolwerem a pistoletem. Niby nic, lecz czasem warto to wiedzieć.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)