Widzieliśmy to już wiele razy. Setki mężczyzn uzbrojonych w karabiny maszynowe, odurzonych nienawiścią, wędruje wśród ulepionych z gliny domów i strzela do wszystkiego co się rusza. Afryka. Kontynent przemocy, jądro ciemności. Tym razem ofiarą plemiennych walk pada (uważana dotąd za spokojny kraj) Kenia. Europa przygląda się krwawym wydarzeniom i myśli sobie to samo, co zwykle: „To nasza wina”.
Fakt, Europa miała na losy Afryki przemożny wpływ. W drugiej połowie dziewiętnastego wieku niemal cały Czarny Ląd dostał się pod panowanie mocarstw z naszego kontynentu. Francja, Wielka Brytania, Portugalia i Belgia przez sto lat brutalnie wykorzystywały bogactwa Afryki.
Gdy w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku nastała era dekolonizacji wydawało się, że oto nadszedł czas dziejowej sprawiedliwości. Imperia kolonialne upadły, a na ich gruzach powstały w Afryce niepodległe państwa.
Niestety, bardzo szybko afrykańskie kraje, jeden pogrążyły się w wojnach domowych lub wpadły w ręce brutalnych dyktatorów (albo jedno i drugie). Od czterdziestu lat, widzowie programów informacyjnych na całym świecie mogli oglądać takie sceny jak te dzisiejsze z Kenii.
Pod ich wpływem Europejczycy uznali swoje grzechy. Stwierdzili, że zawinili niszcząc kolonizacją pierwotne afrykańskie społeczeństwa, stworzyli sztuczne granice i dali powody do przyszłych wojen. Dlatego teraz, postanowili Europejczycy, nie należy mieszać się w sprawy Afryki. Mieszkańcy tego kontynentu muszą sami poradzić sobie z problemami. My tylko możemy tam jeszcze więcej napsuć.
Dziś jednak widzimy, jak błędne było to postanowienie. Afrykańczycy nie są zdolni do niczego poza prymitywną przemocą. Zaprzepaścili wszelkie szanse, jakie im były dane. Kenia jest tego najlepszym przykładem – w miarę bogaty i rozwinięty kraj, ojczyzna słynnych sportowców, od lat raj dla turystów będących nieustannym źródłem pieniędzy. W kilka dni osunął się on w otchłań bezsensownej wojny domowej – dokładnie tak samo jak sąsiednie Kongo, Ruanda lub Somalia.
I to nie jest wina Europejczyków oraz kolonizacji. Tak samo jak nie jest ich winą epidemia AIDS napędzana bezdenną głupotą (np. Afrykańczycy z RPA wierzą, iż seks z dziewicą leczy z tej choroby) i skrajny nepotyzm oraz rządza władzy afrykańskich polityków. Nie, to Afryka sama sobie gotuje ten los.
Winą Europejczyków nie jest wcale to, co robili w przeszłości, lecz ich obecna bierność. Kilka dywizji z naszego kontynentu mogłoby zaprowadzić względny porządek w ogarniętych wojną krajach Czarnego Lądu (ostatnio jeden francuski batalion rozbił armię rebeliantów idąca na stolicę Czadu). Za cenę ryzyka poniesionego przez europejskich żołnierzy moglibyśmy uratować setki tysięcy ludzi, którzy w innym wypadku są skazani na pewną śmierć.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)