Obserwując zamieszanie wokół sprawy, jak to określili w radiu RMF FM, „TW Pawła Kowala” zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie zacząć kariery w służbach specjalnych. Bo to przecież musi być świetna robota. Mnóstwo władzy, a odpowiedzialność niemal żadna.
Będąc politykiem żeby się liczyć musisz stale poddawać się ocenie – a to partyjnych kolegów, a to wyborców. Gdy osiągniesz nieco wyższe miejsce w hierarchii natychmiast trafiasz na świecznik. Dziennikarze napiszą o tobie wszystko czego się sami dowiedzą, lub doniosą im „życzliwi”. Na przykład właśnie o „współpracy” ze służbami. Nerwy, ciągłe nerwy. Telefony na podsłuchu, więc stale trzeba uważać co się mówi. Pić nie można, bo zaraz zrobią z ciebie alkoholika. Pokażesz się na mieście z kobietą przypadkiem nie będącą twoją żoną – następnego dnia wasze wspólne zdjęcia będą w „Fakcie” lub innym „Super Ekspressie”.
W „firmie” rodzaju AW, ABW, lub kiedyś WSI – to całkiem co innego. Tam im więcej osiągniesz, tym bardziej o tobie cicho. O podsłuchy się nie martwisz, bo masz sprzęt, który cię przed nimi zabezpiecza. Poza tym – to ty podsłuchujesz. A jak już coś ciekawego podsłuchasz to idziesz do takiego biednego polityka i on już podpisze co chcesz, bo inaczej wiadome zdjęcia obejrzy żona i pół miliona czytelników. Człowiek czuje prawdziwą władzę, a nie musi objeżdżać kraju i się łasić do wyborców. Dziennikarzy też nie trzeba się obawiać, bo przecież i na nich są jakieś zdjęcia. Jeden telefon, a oni napiszą co chcesz. Który polityk tak potrafi?
Jeśli więc ktoś ze wspominanych „firm” zagląda na Salon24 (a chyba ktoś powinien) to ja bardzo chętnie bym się zgłosił. Ale nie na TW, oczywiście, tylko na oficera operacyjnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)