Rybitzky Rybitzky
34
BLOG

"Strach" miał wielkie oczy

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 12

Pisałem ostatnio dużo o książce J. T. Grossa „Strach” oraz skomplikowanych polsko-żydowskich stosunkach. Nie różniłem się w tym od większości blogerów Salonu24, którzy przez kilkanaście dni zajmowali się niemal niczym innym niż właśnie „wrodzonym polskim antysemityzmem”, o który oskarżył nas Gross.

Takie zainteresowanie jedną książką zostało zapewne wywołane przez pamięć o wydarzeniach związanych z poprzednią publikacją Grossa – „Sąsiadami”. Siedem lat temu w Polsce wybuchła prawdziwa historyczna bomba w postaci doniesień o popełnieniu przez mieszkańców Jedwabnego zbrodni na żydowskich sąsiadach. Rozpoczęła się wówczas w mediach trwająca miesiącami debata o polskim współudziale w Holocauście. Jej echo odbiło się na całym niemal świecie, przynosząc naszemu narodowi niepowetowane straty w prestiżu. Warto bowiem podkreślić, iż publiczna dyskusja sterowana była tak, by doprowadzić do jednego tylko wniosku – potwierdzającego tezy postawione przez Grossa.

Wydanie „Strachu” mogło doprowadzić do ponowienia dyskusji sprzed lat i spowodowanie dalszego upadku prestiżu Polski. Wszystko wskazywało, iż tak właśnie się stanie. Znów ci sami ludzie mówili to samo. Znów mieliśmy się wstydzić i wystawiać pod pręgierz.

Coś się jednak od 2001 roku zmieniło. Już to wyraźnie widać. Gross przemknął przez media jak meteor… i zniknął. Nie będzie „katharsis”. Nie będzie samobiczowania. Być może nowojorski autor sprzeda w Polsce sporo książek, ale na pewno nie wpłynie na kształt publicznej debaty.

Czym to wyjaśnić? Po pierwsze, jak sądzę, „Strach” padł ofiarą nasilającej się z roku na rok „bieżączki”. Obecnie pogrążone w nieustannym biegu media nie są po prostu w stanie skupić się na jakimkolwiek temacie dłużej niż kilkadziesiąt godzin. Nie ważne, jak istotna jest informacja – musi zniknąć w natłoku kolejnych.

Po drugie, jeszcze kilka lat temu w Polsce był tylko jeden medialny ośrodek opiniotwórczy. Z racji monopolu mógł on nie poddawać się „bieżączce” i poświęcać dowolną ilość czasu wybranemu tematowi. Teraz nawet ci arbitrzy moralności muszą liczyć się z wymaganiami rynku. A to w naturalny sposób zniechęca ich od zanudzania odbiorców.

Po trzecie, publiczność mediów (czyli my wszyscy), miała już dość kajania się. Dziennikarze nie są całkowicie oderwani od społeczeństwa i jego nastrojów. Muszą dostrzegać, że pewnymi tematami nie przyciągną, jakże ważnej, uwagi widzów i czytelników. Lepiej pisać o tym, co ludzie lubią – wybrykach polityków, romansach gwiazd, tragicznych wypadkach. Traktowanie odbiorców epitetami pod ich adresem nie jest skuteczną taktyką marketingową.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka