Nic mnie od dawna tak na S24 nie ubawiło, jak ostatnie teksty Wojciecha Sadurskiego i Tomasza Terlikowskiego. Są one typowymi przykładami prowadzenia debaty publicznej przez nasze oderwane od rzeczywistości elity.
Co do wpisu profesora Sadurskiego, to podczas lektury cały czas wydawało mi się, iż stanowi on wysublimowaną parodię tekstów różnych naszych „intelektualistów”, stale straszących Polaków przed „Ciemnogrodem” (czynią to głównie na łamach jednego z dzienników). Gdy jednak dotarłem do końca, zdałem sobie sprawę, że to nie dowcip, a właśnie tekst „intelektualisty strzegącego przed Ciemnogrodem”.
Prof. Sadurski uznał bowiem, że za kilka lat czeka nas ofensywa „wyrośniętych chłopców o ukontentowanych twarzach aniołków” (??), których marzeniem jest wprowadzenie w Polsce teokracji objawiającej się np. zakazaniem rozwodów. Nie wiem, prawdę mówiąc, skąd akurat teraz ten strach. I czemu w ogóle mielibyśmy się czegoś takiego obawiać.
Jako uważny obserwator i czasami uczestnik życia publicznego nie spotkałem nigdy „aniołków” opisywanych przez prof. Sadurskiego. A nawet gdybym spotkał, to raczej bym się nimi nie przejął. Mamy demokrację, każdy może mówić co chce, ale to nie znaczy przecież, iż należy go słuchać. Prof. Sadurski musi mieć bardzo kiepskie mniemanie o polskim społeczeństwie, jeśli wierzy, że miałoby one dać posłuch opisywanej przez niego grupie. A już szczególnie w przyszłości, gdy przecież to moje pokolenie będzie decydowało (mam nadzieję) o kształcie debaty publicznej.
Być może prof. Sadurski dawno nie miał kontaktu z polską młodzieżą, więc niech pozwoli mi wyjaśnić kilka rzeczy. Otóż, niezależnie od poglądów politycznych zdecydowana większość młodych Polaków nigdy nie zgodziłaby się na odwrót od obecnych zasad obyczajowych. Niezależnie jak to oceniamy – nieformalne związki, seks przedmałżeński (samo sformułowanie brzmi archaicznie) , rozwody – to wszystko jest dla nas normą. Jest zwyczajne i wygodne.
Pragnę uspokoić prof. Sadurskiego – nie zdarzy się nic takiego, co by nagle spowodowało nagłe wycofanie się z osiągnięć rewolucji obyczajowej. Każdy, kto by proponował zwrot ku przeszłości zostanie po prostu wyśmiany. I nie oceniam, czy to dobrze, czy źle – tak po prostu jest.
W związku z tym mam złe nowiny dla redaktora Terlikowskiego, który znowuż widzi zagrożenie w hedonistycznym i pozbawionym wartości świecie. Taki stan rzeczy nie ma nic wspólnego z kwestią nauki religii w szkołach. Większość moich rówieśników chodziła na lekcje religii przez całe lata i bynajmniej nie ukształtowało to ich światopoglądu tak, jakby to publicysta „Rzeczpospolitej” sobie wyobrażał. Co nie znaczy, że marzą jedynie o dekadencji. Jak wykazują badania socjologiczne są miejscami bardziej konserwatywni od swoich rodziców.
Może więc lepiej, Panie Profesorze i Panie Redaktorze, zamiast tworzyć wirtualny świat, a następnie epatować nim czytelników, lepiej przyjrzeć się jak on naprawdę wygląda? Wówczas będą Was czytał z powagą, a nie z ironicznym uśmiechem.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)