Kilka dni temu Azrael pozytywnie mnie zaskoczył karcąc w swoim tekście Janusza Palikota, za jego słynną wypowiedź o prezydencie: Są pewne granice krytyki i walki politycznej, nawet biorąc pod uwagę kwestię wolności słowa. I Palikot te granice przekroczył.
Posługiwanie się całkowicie bezpodstawną insynuacją jest bandytyzmem politycznym, który nawet nie przystoi tabloidowi, nie mówiąc o polityku partii rządzącej, pośle Sejmu RP.
Pomyślałem sobie: Azrael to jednak potrafi się unieść ponad to wszystko. Owszem, jak zwykle skrytykował Lecha Kaczyńskiego (lecz nie za domniemany alkoholizm, a po prostu, jak zwykle, za to, że jest Lechem Kaczyńskim), ale przynajmniej przyznał, że stosowanie pewnych środków jest niedopuszczalne.
Niestety, dziś Azrael nie pamięta już własnych słów, pisząc: I choć w dalszym ciągu twierdzę, że pytania Palikota, intencjonalne i bezpardonowe, nie licują z pozycją posła na Sejm RP – to problem jednak pozostaje. Czyli – skoro już rzucono tym g…, to może o nim porozmawiajmy.
Co ciekawe, tak nagłą zmianę stanowiska Azrael uzasadnia tym, jakoby polscy dziennikarze traktowali Lecha Kaczyńskiego zbyt łagodnie (?) i nie mogli się wyzbyć politycznej poprawności, która każe im milczeć o alkoholowych problemach obecnego prezydenta.
Nie wiem – śmiać się, płakać, czy po prostu wzruszyć ramionami? Wypociny Palikota trafiły do wszystkich mediów w przeciągu paru godzin. Przez kolejne dni politycy PiS musieli w każdym wywiadzie tłumaczyć się z domniemanej skłonności Lecha Kaczyńskiego do trunków. I to jest polityczna poprawność? To co powiedzieć o sytuacji, gdy pijany Kwaśniewski zataczał się w Charkowie i prawie nikt w Polsce o tym nie powiedział?
Azrael robi w swym tekście dokładnie to samo, co ci wszyscy „poprawni politycznie” ludzie mediów. Odcina się od Palikota, ale równocześnie stara się jak najbardziej obtoczyć prezydenta w łajnie. Bo jest okazja.
Ja powiem krótko. Lech Kaczyński może się zalewać w trupa, jeśli chce. To nieważne. Ważne jest to, iż jest trzeźwy podczas politycznych narad i państwowych uroczystości. W ten sposób dostatecznie pozytywnie różni się od Aleksandra Kwaśniewskiego, który chleje zawsze, wszędzie, i z każdym. Więc odpie… się od prezydenta, że pojadę klasyką.
***
Azrael wspomina również o alkoholowych skłonnościach biskupa Głodzia. Cóż, o jego pociągu do flaszki pierwsi pisali na S24 właśnie prawicowi blogerzy, i to dawno temu. Czemu media o tym nie wspominają? Prędzej dlatego, że jest kumplem Kwaśniewskiego, niż z powodu jego przynależności (?) do stanu duchownego.


Komentarze
Pokaż komentarze (66)