Przyznam, bałem się filmu Andrzeja Wajdy. Z jednej strony ten reżyser sam był dzieckiem zamordowanego przez Sowietów oficera. Lecz z drugiej – zbyt często przerysowywał on naszą historię.
„Katyń” okazał się jednak być dziełem godnym obejrzenia. Jego ostatnia scena przejdzie zapewne do klasyki kinematografii, i to nie tylko polskiej. Owszem można temu filmowi zarzucić dużo uproszczeń, lecz były one zapewne spowodowane tym, że „Katyń” został skierowany do widza zagranicznego w równym stopniu, jak do polskiego. Ta założona przez reżysera koncepcja przyniosła dziś sukces. Po raz pierwszy od lat całkowicie polski film został nominowany do Oskara.
Od kilku tygodni, głównie za sprawą „Strachu” J. T. Grossa dyskutujemy o tym, że cudzoziemcy nie mają żadnej świadomości kształtu naszej historii. Być może dzięki „Katyniowi” Wajdy, chociaż kilka osób na świecie dowie się o nas czegoś nowego.
Szczerze rozradowany tym wydarzeniem pytam tylko: dlaczego taki film powstał dopiero teraz? I dlaczego tylko jeden? Czemu co roku produkujemy kolejne „dzieła” o pijanych matkach i bijących dzieci ojcach, a nic o tym, co jest w stanie zainteresować świat nami i naszą historią?


Komentarze
Pokaż komentarze (16)