Moja wczorajsza polemika z wpisem Łukasza Warzechy wzbudziła zaskakujące wręcz zainteresowanie czytelników. Prócz pozytywnych komentarzy spotkałem się także z dosyć ostrą krytyką. Muszę przyznać, iż po lekturze ostatniego tekstu faktycznie łatwo zarzucić mi poparcie dla nieracjonalnych działań naszych przodków. Zwłaszcza, gdy z góry (i z perspektywy dziesięcioleci) zakłada się ich nieracjonalność – jak to zrobił chociażby redaktor Warzecha.
Lecz czy nasi przodkowie faktycznie byli li tylko chętnymi do przelewania własnej krwi romantykami? Moim zdaniem nie. Historia pokazuje, iż to właśnie Polacy oceniali często sytuację trafnie. Ich błędem była zaś wiara w racjonalność zagranicznych partnerów.
Popatrzmy na powstanie warszawskie i całą „Akcję Burza”. Polacy uważali, iż zachodni alianci muszą pomóc Armii Krajowej, jako sile, która zapewni utworzenie w Polsce demokratycznego i prozachodniego rządu. Czy było to założenie nieracjonalne? Nieracjonalne było to, że schorowany Roosevelt ulegał każdemu żądaniu Stalina, co w efekcie doprowadziło najpierw do klęski Powstania, a następnie do oddania sporej części świata pod jarzmo komunizmu.
Podobnie było podczas powstań śląskich. Gdyby naszemu krajowi przyznano tereny, których się domagał, nie musiałoby do nich w ogóle dochodzić. Z racjonalnego punktu widzenia maksymalne osłabianie Niemiec, a zarazem wzmocnienie Polski byłoby dla Europy dobrym rozwiązaniem. Jednak Wielka Brytania i USA koniecznie pragnęły utrzymać silne Niemcy. Wiemy do czego to ostatecznie doprowadziło.
Uczestnikom powstania styczniowego również nie można odmawiać racjonalności. W 1863 roku Francją rządził Napoleon III, który nie krył ambicji stworzenia w Europie nowego ładu. Ewentualne utworzenie niezależnego państwa polskiego pomiędzy Prusami a Rosją zmieniłoby sytuację polityczną na całym kontynencie. A skorzystałyby na tym właśnie Francja, która dzięki sojuszowi z Polską mogłaby okrążyć Prusy. Napoleon III zdecydował się jednak na kunktatorstwo, czym niedługo później drogo zapłacił. Prusy, popierane przez silną Rosję (która zdążyła rozwiązać polski problem) rozbiły w 1870 francuską armię, a w Wersalu powołano do życia Cesarstwo Niemiec.
Oczywiście, moje rozważania to w dużym stopniu gdybanie. Jednakże tak samo za gdybanie należy uznać pełne przekonania stwierdzenia, iż kolejne powstania były wyłącznie działaniami nieracjonalnymi i skazanymi na porażkę, a bez nich nasz naród funkcjonował by lepiej. Otóż nie ma dowodu, że bez naszych (fakt, że przegranych) zrywów bylibyśmy w ogóle nadal Polakami.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)