Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, co zamierzał nam przekazać Ernest Skalski pisząc o protestujących nauczycielach. Gdyby tylko próbował wyjaśnić tam, że związki zawodowe za wszelką cenę chcą utrzymywać archaiczny system socjalny – to jak najbardziej bym się z tym zgodził. Jednakże „mistrz syntezy” najwyraźniej postawił sobie ambitniejsze zadanie – przekonać nas, iż ci nauczyciele to po prostu jakieś głupki.
Nie będę ukrywał, pochodzę z nauczycielskiej rodziny i wyczulony jestem na opinie podobne do tych reprezentowanych przez Ernesta Skalskiego: że nauczyciel to ważny i szlachetny zawód, ale w zasadzie po co im płacić, skoro ich robota polega na symulowaniu pracy przez kilkanaście godzin w tygodniu i to oprócz licznych świąt, ferii oraz dwumiesięcznych wakacji.
Wiem z bliska, jak to wygląda i wcale nie jest tak różowo. Zawód nauczyciela jest jednym z najbardziej wyczerpujących fizycznie oraz psychicznie. I bynajmniej nie wykonuje się go jedynie wyznaczonych godzinach pracy. A nagrodą za to są głodowe stawki.
Rzecz jasna, podobnie jak w przypadku lekarzy, nikt nikogo nie zmusza do zostania nauczycielem. I to wręcz zadziwiające, iż nadal znajdują się chętni do wykonywania tego zawodu. Jednak są, i to dzięki nim nasz system edukacji może w ogóle funkcjonować.
Bez wątpienia to bardzo źle, że duża część nauczycieli zaufała ZNP. Lecz sam fakt ich protestu mnie nie dziwi. Zaskakuje co najwyżej fakt, iż zaczyna się on dopiero teraz. Biorąc pod uwagę panujący obecnie społeczny klimat raz warunki, w których żyją nauczyciele, jestem pewien, że redaktor Skalski (ku swemu zdziwieniu) jeszcze nie raz ujrzy demonstrujących belfrów.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)