Siedemdziesiąt pięć lat temu Adolf Hitler kończył swój pierwszy dzień urzędowania na stanowisku kanclerza Rzeszy. Dobę wcześniej przyjął nominację z rąk prezydenta Hindenburga, a następnie udał się na plac Paryski, by odebrać defiladę tysięcy umundurowanych członków swojej partii. Przemaszerowali oni dumnie przez Bramę Brandenburską dzierżąc sztandary ze swastyką. Już wkrótce miała się ona stać oficjalnym godłem Niemiec.
31 stycznia wieczorem Hitler zapoznał się już z zasadami funkcjonowania urzędu kanclerskiego, wydał kilka decyzji i przeczytał najważniejsze dokumenty. Czy w tym momencie wiedział na jaką drogę skieruje Niemcy? Zapewne tak, ale brakowało mu informacji o środkach jakimi będzie dysponował jako szef rządu.
W czasie, gdy nowy kanclerz Rzeszy wdrażał się w swoje obowiązki, Józef Piłsudski słał do Francji swoich delegatów. Mieli jedno zadanie – potajemnie wybadać, czy Francuzi zgodzą się na wspólną akcję zbrojną przeciw Niemcom. Już od pierwszych chwil funkcjonowania nowej niemieckiej władzy Piłsudski wiedział czego się po niej spodziewać.
Na początku 1933 roku potężny Wehrmacht jeszcze nie istniał. Reichswehra liczyła tylko sto tysięcy ludzi, pozbawionych czołgów i samolotów. Oczywiście prócz „oficjalnej” armii istniała w Niemczech prywatna armia Hitlera – milionowa SA (w której skład wchodziły nawet bataliony zmotoryzowane i piechota morska), lecz jej także brakowało broni i ciężkiego sprzętu. Połączone siły polsko-francuskie rozwiązałyby problem nazizmu w kilka tygodni.
Francuzi nie dostrzegali tego samego, co Polacy. Kategorycznie odmówili pomocy w rozprawie z Hitlerem. Nie tylko zbrojnej, ale nawet dyplomatycznej. Bo w 1933 Polacy nawet sami mogli dotrzeć do Berlina, ale potrzebowali dla swej operacji międzynarodowego poparcia. Niestety, Piłsudski nie zyskał na Zachodzie nawet śladu zrozumienia. Od tej chwili Rzeczpospolita słabła, a Rzesza rosła w siłę z każdym dniem.
Historia jest najczęściej przedstawiana jako coś bez alternatywnego. Tymczasem teraźniejszość jest przecież niczym innym, jak wypadkową szeregu całkowicie losowych zdarzeń z przeszłości. Hitler nie musiał dojść do władzy akurat 30 stycznia 1933. Potem mógł być wielokrotnie obalony, gdyby tylko istniała taka wola wśród brytyjskich i francuskich polityków.
Mogło nie być Holocaustu, zrównania z ziemią połowy Europy, wszystkich ofiar niemieckiego terroru. Potrzeba było tylko jednego – żeby świat dostrzegł to, co widzieli Polacy.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)