Rybitzky Rybitzky
44
BLOG

Za waszą i naszą wolność

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 13

- Niech piekło pochłonie tego Niegolewskiego! – mężczyzna ubrany w granatowo-czerwony mundur oficera szwoleżerów gwardii zbliżył się do ogrzewającej się przy ognisku grupki podobnie odzianych żołnierzy. – Cesarz jest na nas wściekły!

- Co się stało, panie kapitanie? – zgromadzeni wokół płomienia porucznicy poważnie się zaniepokoili widząc wielkie wzburzenie zwykle spokojnego zwierzchnika.

- Niegolewski wziął przed świtem kilku ludzi i na osobisty rozkaz cesarza wyruszył w stronę gór złapać języka. Ale w tej cholernej mgle, która nad nami wisi, pobłądził i trafił wprost na Hiszpanów! Ledwo uszedł! A w dodatku zamiast wziąć jeńców, sam zostawił swojego żołnierza w rękach tego śniadego pospólstwa. – Na te słowa słuchacze zareagowali szmerem dezaprobaty. Kapitan pokiwał głową. – Właśnie, Imperatorowi też to się nie spodobało. Ponoć wpadł wręcz w furię… Jest wściekły na wszystkich Polaków, a zwłaszcza na nasz szwadron… - oficer rzucił w ogień wiązankę wulgarnych przekleństw.

- To my teraz – odezwał się jeden z poruczników – już w ogóle nie dostaniemy okazji do walki. Cesarz nam nie zaufa i do końca wojny będzie w rezerwie trzymał… Jeśli w ogóle do kraju nie odeśle.

- Odesłać, nie odeśle… - ponurym głosem rzekł kapitan. – Ale będziemy dla niego li tylko wojskiem na parady. Albo do konwojowania jeńców. Choć teraz nie wiadomo, czy i takie zadanie nam Napoleon powierzy…

Na chwilę zapadła cisza. Oficerowie pogrążyli się w myślach. Większość z nich sięgnęła po fajki, lecz nie zdążyła ich nabić. Oto bowiem z mgły wyłonił się jeździec. Szeregowy szwoleżer sprawnie zeskoczył z biegnącego jeszcze konia, zasalutował i wręczył kapitanowi mały zwitek papieru. – Major Kozietulski wzywa do siebie pana kapitana i wymienionych tutaj panów oficerów!

***

Jan Leon Hipolit Kozietulski oczekiwał na swoich ludzi w namiocie rozbitym w pobliżu kwatery Napoleona. Gdy przybyli, przeciągnął po nich posępnym spojrzeniem, aż jego wzrok zatrzymał się na młodym, bladym podporuczniku.

- No, no – major wycedził przez zaciśnięte zęby. – Pan Niegolewski.  Ładny nam pan prezent sprawił na swoje urodziny. Które to, dwudzieste drugie? Gratuluję.

Besztany nic nie odrzekł, tylko spuścił głowę. Kozietulski odchrząknął i zwrócił się do wszystkich oficerów:

- Panowie! Cesarz jest bardzo nierad. Zapewne to już wiecie. Dał nam jednak szansę obronić honor naszego pułku, jak i wszystkich polskich żołnierzy. Wydał rozkaz, by trzeci szwadron zdobył przełęcz. Osobiście poprowadzę go do walki.

Zapadła cisza. Polacy trawili w myślach właśnie zasłyszane słowa.

- Jakże to? – odezwał się kapitan Krasiński. – Tylko jeden szwadron? Na szesnaście armat i tysiące piechoty? Tą stromą ścieżką pod górę?

Dowódca skinął głową.

- Za pół godziny trzecia i siódma kompania mają czekać w gotowości na pierwszej linii. Proszę się rozejść do swoich oddziałów.

Ktoś, nie wiadomo kto, mruknął w głębi namiotu:

- To po to przebyliśmy tu tysiące mil z kraju żeby teraz iść na pewną śmierć… W obcej służbie… Podbijając wolny kraj…

***

Poranna mgła ustąpiła. Promienie nisko wiszącego słońca odbijały się od rynsztunku stłoczonych na wąskiej drodze szwoleżerów. Ostatnie chwile przed atakiem Polacy spędzali różnie. Jedni spokojnie siedzieli na swoich wierzchowcach i spoglądali w stronę odległej hiszpańskiej baterii. Inni, pewni nadchodzącej śmierci, przeklinali najgorszymi słowy (- Napoleon, sk… przez psa j…) lub odwrotnie – żarliwie się modlili (- …módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej…). Niektórzy wzywali imiona matek, sióstr, kochanek. Byli też i tacy, którzy z nerwów nie potrafili utrzymać zawartości swych żołądków. Pochylali się i wymiotowali pod kopyta koni.

Kozietulski przejechał wzdłuż szeregu swoich młodych żołnierzy, prawdziwego kwiatu polskiej szlachty. Zatrzymał się na czele kolumny, wyjął z pochwy szablę i uniósł ją do góry. Zalśniła w słońcu, a jej blask ujrzeli wszyscy stojący za nim szwoleżerowie. Wyjęli własną broń i spięli ostrogami konie. Setka polskich żołnierzy ruszyła w górę stromego zbocza.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka