- Mam tutaj, panie premierze, tą serwetkę co pan ją popisał, jak był u mnie ostatnio w Moskwie. – Stalin wyjął z kieszeni pomięty kawałek cienkiego papieru i wbił w niego swoje świdrujące spojrzenie. – Hm, co my tu mamy… O proszę, dziewięćdziesiąt procent wpływów w Rumunii dla mnie… Siedemdziesiąt pięć procent w Bułgarii… Po połowie na Węgrzech i w Jugosławii… Za to dziewięćdziesiąt procent w Grecji dla pana.
- Skąd pan marszałek to ma? – zduszonym głosem spytał Churchill. – Przecież sam ją osobiście spaliłem!
- Och, panie premierze – dobrotliwie uśmiechnął się Stalin – u nas, w Kraju Rad, nic nie ginie… bez rozkazu.
- Musimy o tym rozmawiać przy Roosevelcie? – szepnął przywódca Wielkiej Brytanii.
- Przecież on znów zasnął – generalissimus zerknął na prezydenta Stanów Zjednoczonych, który przykryty kocem drzemał w swoim fotelu. – No więc, jak to będzie? Możemy to omówić bez naszego drogiego Franklina.
- Hm… - Churchill zaciągnął się cygarem. – To jest do zaakceptowania. Ale przecież mieliśmy teraz dyskutować o kwestii Polski.
- A tak, Polska, Polska… Cóż, moje wojska zajęły już większość tego kraju. Proponuję więc… - Stalin sięgnął po pióro i nakreślił coś na serwetce, po czym podsunął ją Brytyjczykowi.
- Co?! – Churchillowi wystarczył jeden rzut oka. – Tak nie może być. Polska to wielki kraj, bardzo zasłużony w tej wojnie.
- Dlatego chcę go mieć u siebie – Sowiecki dyktator wzruszył ramionami. – A właściwie już go mam.
- Tak, ale pan nie rozumie mojej sytuacji. Polacy nadal walczą u boku brytyjskiej armii, a moi obywatele pamiętają o ich zasługach w obronie Wysp. Jak ja im to wytłumaczę?
- Ale komu? – nie zrozumiał Stalin. - Polakom czy Anglikom?
- Jednym i drugim!
- A czy mąż stanu, taki jak pan, premierze, musi się tłumaczyć ze wszelkich decyzji? Tworzymy historię. I to ona nas osądzi. Chyba nie chce pan, by nagle naszą płynną współpracę zakłócił konflikt, którego i tak nie może pan wygrać? Polska jest moja i będzie moja. Ale jeśli jest to panu potrzebne, to możemy poczynić takie ustalania, które zadowolą opinię publiczną.
- To znaczy? – Churchill pochylił się w stronę swego rozmówcy.
- Ogłosimy, że w Polsce powstanie rząd złożony z wszystkich demokratycznych partii, a potem przeprowadzimy w tym kraju wybory. To ich wynik zadecyduje o kierunku, w którym pójdzie tan kraj.
- Ciekawe…
- Nieprawdaż? – Stalin znów uśmiechnął się do swego rozmówcy.
- A co pan na to, panie prezydencie – Churchill zwrócił się ku Rooseveltowi, lecz ten pochrapywał tylko z pochyloną głową.
- Chyba się zgadza – mruknął Stalin, staranne składając papierową serwetkę.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)